poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział XI


   Stała przy oknie patrząc na samotną postać Franka, skąpanego w świetle ulicznej latarni. W umyśle piłkarki kotłowały się najdziwniejsze emocje wynikające z ich pocałunku i faktu, że znowu do tego doszło. Tyle razy powtarzała sobie, że Lampard nie jest odpowiednią osobą i nie powinna robić się przy nim bezmózgą amebą, podatną na jego dotyk i smak jego ust.
Gdzieś z tyłu jej głowy zawsze zapalała się lampka kontrolna, ale zaraz potem dała się ponosić uczuciom. Anglik wywoływał w niej skrajnie różne odczucia od gniewu, gdy dowiedziała się o jego długim jęzorze, bezczelnie rozpowiadającym kłamstwa, aż po burzę hormonów w momencie, gdy zbliżał się do niej żeby po raz kolejny pokazać, jak wielką ma nad nią władzę. Nie chciała tego, bo nawet krótkotrwały romans nie był właściwym rozwiązaniem. Frank należał do facetów, którzy jak ognia unikają stałych związków, ciepłych kapci i rodzinnych obiadów. Miał już dzieci a mimo to nie był ani z ich matką, ani z kobietą z którą zaręczył się potem.
    Nie chciała dla siebie takiego życia, widziała jak rodzice kochają się i trwają ze sobą od niemalże trzydziestu lat.  Sama również chciała doświadczyć czegoś, co było udziałem jej rodziców.  Frank nigdy by jej tego nie dał, poza tym traktował ją  jak chwilową zabawkę, tak jakby była nowym modelem piłki.
    Kładąc się spać nadal myślała o wieczorze i tym, że powinna o swojej "relacji" z Frankiem, opowiedzieć Bambiemu. Czuła, że Polak chce zaangażować się w związek z nią i był odpowiednią osobą do stworzenia miłości opartej na przyjaźni, ale nie czuła przy nim czegoś co Loczek nazywał "wielkim pierdolnięciem".    Łukasz był dla niej niepewnością, bo pomimo tego że nie usychała z tęsknoty, gdy się nie widywali i nie rzucała mu się w ramiona z radości, to był dla nij kimś na tyle ważnym, że bez niego czuła się samotna. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na rodzącą się przyjaźń, ale czy wykluje się z tego zalążek miłości?

   Frank po ognistym pocałunku z Ingą otrzeźwiał całkowicie i miał szczerą ochotę pobiec za Szwedką z zamiarem dokończenia tego, co przed chwilą zaczęli. Nie potrafił ogarnąć relacji jaka panowała pomiędzy nimi. Cały czas powtarzał sobie, że w chwili obecnej musi być samotnym wędrowcem, że nie zniesie kolejnego medialnego związku a potem rozstania z hukiem w blasku fleszy. Dwa poprzednie związki kosztowały go zdrowie i nadszarpnięcie morali, które mocno ucierpiały za czasów jego burzliwej młodości.
    Do tego dochodził zakaz od Harry'ego który ostatnimi czasy chodził obrażony na cały wszechświat a w dużej mierze na swoją prawie eks już żonę. Ironią losu był fakt, że brodaty stał na straży jego reputacji a sam nie potrafił poradzić sobie w życiu prywatnym.
    Taksówkarz wysadził go przy domu, Lamps wyciągnął z kieszeni banknot wręczając go kierowcy. Gdy samochód zniknął za rogiem ruszył w stronę drzwi frontowych, potykając się na wystającej płytce chodnikowej. Zaklął szpetnie pod nosem na złośliwość powierzchni płaskich, które dzisiejszego dnia wyjątkowo się na niego zawzięły. Przez chwilę przeszukiwał kieszenie w poszukiwaniu kluczy, które jak na złość nie chciały dać się zlokalizować. Zdoławszy wejść do środka, wrzucił rzeczone klucze do misy stojącej na komodzie w holu, sam zaś poczłapał do kuchni. W przeciwieństwie do Luiza, jego lodówka była zawsze, idealnie zaopatrzona we wszystko co aktualnie było mu potrzebne. Zawdzięczał to pani Patsy, gosposi która pracowała u niego odkąd sięgnął pamięcią a bez jej pomocy zarósłby brudem i padł z głodu.
    - Po co mi żona?- zapytał sam siebie zaczynając markować w lodówce. Wyciągnął z niej pęto polskiej kiełbasy, zasiadł przy kuchennej wyspie i rozpoczął konsumpcję. Polska kiełbasa miała wyśmienity smak i wszystko byłoby dobrze, gdyby ta polskość nie wpierdalała mu się w życie! Najpierw obił gębę polskiemu bramkarzowi, teraz drugi polski piłkarz kręci z Ingą. Jego oczywiście nie interesował ten fakt, ale stanowczo nie miał ochoty, żeby polskość wpierdalała się w jego pogmatwane życie osobiste. Ale z kiełbasy jednak nie zrezygnuje!
    Po zaspokojeniu gastrofazy, wypiciu butelki mineralnej i wejściu w kosz na śmieci postanowił udać się pod prysznic. Ten dzień stanowczo powinien dobiec końca i przestać podkładać mu pod nogi wystające kostki oraz rzucać w ramiona Ingę Bergman.
Całowanie Szwedki było dużo przyjemniejsze od upadków, ale niechybnie do niego prowadziło.

    John prosto z bazy treningowej Chelsea udał się do swojego londyńskiego lokum, znajdującego się kilka przecznic od willi Hugh Granta. Pasowali do siebie obaj pomimo stałych związków lubili pokręcić coś na boku z tym, że Hugh podobnie jak Lamps nie pozwolił założyć sobie na palec GPS'a przez śmiertelników zwanego obrączką ślubną.
    Kapitan spojrzał na palec wskazujący, lewej dłoni na którym lśnił dowód zawarcia związku małżeńskiego z Toni.
Pamiętał dzień ślubu i szczęście malujące się na obliczu jego świeżo poślubionej małżonki. Jaki był w niej zakochany, mogli nie wychodzić z łóżka przez tydzień, żadna kobieta nie zatrzymała go tak długo w sypialni. Szczęście uleciało, gdy Toni stała się matką a jego przestawiła na boczny tor. Po ciężkim dniu treningów marzył o romantycznych wieczorach a nie brudnych pieluchach i rozdartych niemowlakach. O bzykanku mógł tylko pomarzyć!
    Toni uważała, że raz w tygodniu to wystarczająca ilość, by podsycić ogień ich namiętności, nie zważając na to, że on miał swoje potrzeby. Lubił seks, lubił zatopić się w kobiecym ciele, wypić szampana po i rozmawiać do białego rana. Jego żona ograniczała się do leżenia pod nim jak męczennica a potem zasypiania ze zmęczenia. Czuł się przy niej nie jak jurny facet po trzydziestce, ale jak stary ramol w trakcie emerytury, którego maszt staje tylko przy pomocy niebieskich tabletek.
    Nie chciał takiego życia i dlatego zaczął ją zdradzać, pech chciał że na jednej z imprez napatoczyła się dziewczyna kolegi z Chelsea. To był tylko jeden numerek, wcześniej sypiał z zaufanymi kobietami, Toni nigdy nie dowiedziałaby się o jego leczniczej kuracji. Cieszyła się, że odżył i zaczął uczestniczyć w wychowaniu dzieci w stopniu większym niż płacenie za nie. Gdy dowiedziała się o jego licznych romansach, zwłaszcza tym rozpowszechnionym przez media zagroziła rozwodem. Przez jakiś czas starał się wskrzesić dawny płomień ich miłości.  Frank doradził mu terapię małżeńską na którą John niechętnie się zgodził. Przez rok cierpiał w duszy i nie wyrwał się na ani jedną imprezkę, gdzie jakakolwiek kobieta mogłaby go zwieść na pokuszenie.
    Był z siebie dumny! Aż do pamiętnego meczu Ligi Europejskiej w Amsterdamie w której Chelsea pokonała Benficę, wygrywając tym samym puchar. Po meczu rozpoczął się cykl imprez rozpoczynając od Amsterdamu a kończąc imprezą klubową w Londynie. Toni była tylko podczas finału, puszczając go samego na wszystkie inne bankiety. Wtedy poznał Stacy a właściwie pierwsze co poznał to jej biust, który podtyknęła mu potykając się o kabel od nagłośnienia. Jeszcze tej samej nocy kochali się w jacuzzi jednego z londyńskich hoteli. Romantyczna idylla trwała miesiąc, aż nie napatoczył się paparuch z Daily Mail i zrobił im zdjęcia. Rozpętała się kolejna afera po której Toni zagroziła rozwodem z orzeczeniem o jego winie i zabraniem mu dzieci. Kochał syna i córkę , nie potrafił też myśleć o samotnym życiu takim jakie było udziałem Franka.
    Toni po raz kolejny wybaczyła mu zdradę, dając wolną rękę a częstymi wyjazdami wystawiała go na kolejne próby. Musiał na jakiś czas przystopować i zacząć zaprzyjaźniać się ze swoją prawicą.
Był już pod domem, gdy na wyświetlaczu jego iphone'a wyświetliła się koperta. Nie miał zapisanego numery z którego wysłano wiadomość.

"Dzisiaj w klubie Cocomo na Baker Street 321. Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia! AM" 

Nie znał żadnego AM i szczerze mówiąc nie za bardzo miał ochotę poznawać tę osobę.

"Przykro mi, ale się nie skuszę." - odesłał wiadomość zwrotną. 

" Nie proponuję Ci romansu John. Dużo zyskasz na tym spotkaniu, pomogę Ci zemścić się na Lampardzie. Nie pytaj o nic więcej, wkładaj dupsko w furę i przybywaj!" 

   Pomysł utarcia nosa Lampsowi był kuszący a osoba, która wysłała mu smsa musiała znać przyczynę ich kłótni. Nie wybaczył przyjacielowi tego, że przy całej szatni zrobił mu karczemną awanturę o jakąś szwedzką dupę. Laska dowiedziała się o tym, że została zaliczona i pewnie nie chciała Frania znać. A    Lampard zachowywał się jak pierdolony idiota, który dba o cnotę swojej wybranki. Najśmieszniejsze jest to, że od Szczęsnego wiedział, że lasia prowadza się z Fabiańskim. Czy Frank to naiwny debil? Broni czci takiej dziwki a przy tym naraża ich przyjaźń dla jej dobra? Tego John znieść nie potrafił, Frank był dla niego kimś ważnym i jego zdrada bolała bardziej niż wyprowadzka Toni. Faceci powinni się wspierać a nie napadać na siebie o właścicielkę fajnej dupy i jędrnych cycków.
   Postanowił pojechać na Baker Street i dowiedzieć się kim był adresat tajemniczego smsa.  W pośpiechu wystukał na wyświetlaczu numer do korporacji taksówkarskiej, zamiawiając ją w trybie natychmiastowym. Na szczęście był stałym klientem i zanim wyszedł z garażu na podjeździe pod domem stał już samochód. Wsiadł do środka podając taksówkarzowi adres do klubu. Droga nie była długa, plusem mieszkania w dzielnicy Belgravia było to, że wszędzie miał dość blisko. Toni nie lubiła mieszkać w tej części miasta, ale i tak przez większośc czasu przebywała u rodziców w Surrey.
   Cocomo Club nie był modnym przybytkiem jakiego spodziewał się kapitan Chelsea, był raczej undegroundową piwnicą, podobną do tych które widział w Krakowie podczas Euro 2012.
W zaciemnionym wnętrzu, spowitym chmurą dymu ledwie dostrzegł bar, za którym siedział wytatuowany osiłek.
    - Pan Terry?- zapytał barman ze wschodnioeuropejskim akcentem. - Loża numer pięć na końcu koło kibla, ktoś tam na pana czeka.
    - Dzięki. - odpowiedział na odchodnym.
Zmierzał w stronę loży z sercem tłukącym się w klatce piersiowej, jakby za chwilę czekała go ostra jazda bez trzymanki.
     Jak wielkie musiało być jego zaskoczenie, gdy dostrzegł na kanapie psychoterapeutkę Chelsea a zarazem bratanicę Mou, Anję. Kobieta nie przypominała skromnej profesjonalistki, którą spotkał po południu, teraz uśmiechała się do niego seksbomba w opiętej, ognistej sukience. Jasne pukle rozsypały się na nagich ramionach niczym złociste łany zboża. John poczuł jak jego skarb zaczyna pęcznieć, napierajac na materiał dresów. Jaki on był wyposzczony!
Anja spojrzała na zaskoczoną twarz Terry'ego a potem na wybrzuszenie jego spodni na kroczu. Johnny był jedyną osobą, dzięki której będzie mogła zrealizować swój wspaniały plan.
    - Anja?- zapytał zbaraniały.
    - Wyglądałeś zabawnie. - zaśmiała się klepiąc miejsce obok siebie w zapraszającym geście. - Wyglądałeś jak żona Lota, gdy tak z zaskoczeniem patrzyłeś na mnie.
John rozsiadł się wygodnie, czując jak przygnębienie całkowicie go opuszcza. Patrzył na Anję jak pies na kawał smakowitego mięsa, podanego pod sam nos.
    - Nie wiedziałem, że to ty. - dłoń Johna zanurkowała pod stół, obejmując kolano panny Mourinho. Ona zaś uśmiechnęła się jeszcze szerzej, strącając rękę Anglika jakby była owłosionym pająkiem.
     - Powściągnij swojego rumaka, Johnny. - zbliżyła wargi do jego równocześnie błądząc dłonią w okolicach jego rozporka. - Wiem, że masz ochotę na dymanko, ale nie po to cię tutaj zaprosiłam. - odsunęła się od niego, słysząc przeciągły jęk zawodu.
    - To po co mnie tutaj zapraszasz?- niemalże zawył z zawodu.
Zaśmiała się cicho, odpalając cienkiego papierosa. Przez chwilę przytrzymywała w płucach drażniący dym a potem wydmuchała obłoczek wprost w twarz piłkarza.
    - Napisałam ci, chcę ci pomóc w zemście nad Frankiem.
    - Ale jaki ty masz w tym interes?- zapytał zdezorientowany. - Widziałaś go dzisiaj pierwszy raz w życiu!
Zaśmiała się chrapliwie.
    - Znam Franky'ego od jakiegoś czasu i powiedzmy, że zranił moje uczucia. - obrysowała krwistym paznokciem kontur ust Johna. - A wiem, że ty też jesteś smutny z powodu awantury w szatni. Wujek o wszystkim mi opowiedział i dlatego jestem chętna do pomocy.
    - Co z tego będziesz miała?
    - Satysfakcję a także twoją, dozgonną wdzięczność. - przysnunęła się bliżej całując chętne usta Johna. Usiadła na nim okrakiem, ocierając się o jego nabrzmiałe krocze. Prawie zawył z ekstazy, ale w chwili w której chciał zmacać ją bardziej odsunęła się.
    - Jezu, jesteś okrutna!- dopadł do szklanki z drinkiem, pociągając z niej tęgi łyk. Czuł ulgę, gdy alkohol zaczął krążyć w jego żyłach. Będzie musiał puścić w nocy jakiegoś pornola, bo na dymanko nie miał co liczyć.
     - Jestem bratanicą Special One i jak będziesz grzeczny to pokażę ci jaka ze mnie Sexual One. - posłała mu buziaka w powietrzu. - A teraz słuchaj co masz robić.


    Nastał dzień jednych z kilku wielkich derbów Londynu. Na Stamford Bridge stanęły na przeciwko siebie jedenastka The Gunners i The Blues. Mou od rannych przebieżek pohukiwał na zawodników, raczej ich wkurzając niż motywując. Frank i Loczek byli wytypowani do jedenastki meczowej, ale znając wymysły Jose, mogli usiąść na ławce tak szybko jak przemija dobry humor trenera. W szatni panowała raczej wesoła atmosfera, Hiszpanie plotkowali zażarcie w ojczystym języku, Loczek robił sobie sweet focię z Oscarem a     Frank relaksował się muzyką klasyczną.  Jego szafka znajdowała się na przeciwko szafki Johna, ale w tym momencie nie chciał psuć sobie humoru. Muzyka uspokoiła go na tyle, że mógł spokojnie przystąpić do zadania.
    Mecz rozstrzygnął się właściwie już w pierwszej połowie. Samuel wpakował do bramki strzeżonej przez Szczęsnego trzy gole, wprowadzając Mou w stan przypominający u niektórch ssaków radość. W wykonaniu Jose, wyglądało to jak grymas po tym, jak kot nasikał mu do butów, ale Portugalczyk rzadko się uśmiechał.
    Przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę w polu karnym Kanonierów, Terry z premedytacją podciął Franka uniemożliwiając mu wpakowanie futbolówki do bramki. Po zejściu do szatni w Lampardzie zawrzało, nie był dumny ze swojej klótni z Johnem, ale nigdy nie posunąłby się do szkodzenia mu na boisku. Grali w jednej drużynie!
    - Pojebało cię Terry?!- popchnął go z wściekłością. - Mogliśmy wbić im czwartego gola! Jesteś jakąś pierdoloną piątą kolumną Arsenalu?
    - Ja?!- John udawał zdziwienie na tyle nieudolnie, że wszyscy w szatni widzieli jego głupawy uśmieszek. - To, że bliżej ci do emerytury niż do bramki Kanonierów nie jest moją winą. Skup się raczej na swojej dupie z Arsenal Ladies, bo siedzi z kobietami Gunnersów. - zarechotał obleśnie.
    Pięść Franka wypruła w powietrze waląc Terry'ego prosto w nos z którego poleciała strużka krwi, chlapiąc obu kapitanów.
    John zachwiał się upadając na podłogę, podczas gdy Lamps miał ochotę usiąść na nim okrakiem i przyłożyć mu jeszcze raz. W porę jednak nadbiegł Torres i Cech, odciągając go na drugi koniec szatni. Loczek, który również nie mógł znieść obelgi pod adresem przyjaciółki  chciał poprawić to co zaczął Frank, ale Oscar i Cesar w porę go przytrzymali.
    - Odszczekaj to!- krzyknął po portugalsku, zaraz jednak zsumitował się i powiedział to po angielsku.
    - Walcie się! Jedna baba a steruje wami jak cienkimi fiutkami na sznurku! - prychnął Terry.
    - Odpierdol się od nie, Terry! - krzyczał Lampard. - Jeszcze jedno słowo i zamiast na boisko ruszysz do szpitala!
    - No chodź cwaniaczku! - prowokował.
    - Co tu się odpierdala?!- w progu stał Mou razem ze swoim asystentem. Na twarzy Portugalczyka malowała się mieszanina furii i niedowierzania. - Czy ochujeliście doszczętnie? Macie Arsenal na talerzu i w przerwie obijacie sobie mordy? Kto zaczął?
    - Lampard! - poskarżył się Terry.
Bazyliszkowy wzrok Portugalczyka spoczął na rozczochranym Lampardzie, przytrzymywanym przez napastnika i bramkarza.
    - To Terry zaczął,trenerze. - Luiz pośpieszył z wyjaśnieniami.
    - Cała trójka na ławę, Terry od razu Lampard i Luiz w późniejszym czasie. Potem zgłoszę Romanowi waszą niesubordynację i możecie się spodziewać dodatkowych zajęć z psychoterapeutą. A ty- wbił w Franka oskarżycielki wzrok. - Zamiast na jutrzejszy trening, pojedziesz do centrum psychoterapi, gdzie Anja zbada cię dokładnie. Każdy, kto ma problemy z panowaniem nad gniewem będzie leczony!- powiedziawszy to opuścił szatnię niczym król niegospodarnych ministrów.
    Terry usiadł na ławce od razu, Frank został ściągnięty dziesięć minut później a o Loczku Mou chyba zapomniał, bo Brazylijczyk mógł dograć do końca. Mecz zakończył się wynikiem 5:0 Kanonierzy zostali wdeptani w ziemię, zwłaszcza zaś ich bramkarz numer jeden- Wojciech Szczęsny. Spojrzał z wściekłością na fanów Chelsea'a pokazując im środkowy palec.
    Miał w dupie to, że dostanie karę pieniężną, mogli go nawet zawiesić na kolejne mecze. Jego wściekłość potęgował też fakt, że na trybunie dla partnerek Kanonierów siedziała Inga Bergman. Spotykała się ostatnimi czasy z Fabiańskim,ale Bambi utrzymywał że to tylko przyjaźń. Teraz jednak obejmował dziewczynę i ni stąd ni z owąd złożył na jej ustach czuły pocałunek. Wojtek nie mógł tego zdzierżyć, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Chyłkiem zrobił im piękną focię, podkolorowując ją i wrzucając na instagram z serduszkami.
" Kanonierksa miłość <3" - brzmiał podpis z dodatkowym serduszkiem. Niby nic wrednego, ale doskonale wiedział jak szybko zdjęcie obiegnie social media.

_________________________________________________________________________
Witajcie! 
Ponieważ ostatnio trochę nie po drodze mi było z weną, postanowiłam nadrobić zaległości w pisaniu i wrzucić rozdział wcześniej. Wyszło mi przydługo i pewnie fanki Johna będą złe, ale chyba jakoś to przeżyję! :D Mam nadzieję, że nie zanudzam i ta opowieść jednak dla kogokolwiek wydaje się ciekawa. To tyle w tym temacie. 

W dalszej części moich ogłoszeń parafialnych chciałabym zareklamować dwa blogi. Jeden to nowa inicjatywa Laurel Torres i nandos mająca na celu skatalogowanie naszych blogów i comiesięczne nominowanie i wyłanianie najlepszych pisarek i ich blogów. Kategorie przypominają blogowe Oscary i jeśli macie ochotę to polecam serdecznie. Sama również w miarę możliwości będę brała w tym udział. 
Nasz piłkarski świat!  - Link do bloga :)

Druga reklama dotyczy najnowszego dzieła mojej ukochanej Martiny o nazwie Lampard agent 008! Naprawdę blog godny polecenia, nie tylko ze względu na obecność Franka Lamparda. Bardzo serdecznie zapraszam, bo jak same wiecie Martina napisała ze mną Siostrzyczki a także kilka innych równie poczytnych blogów a przy tym sama tworzy genialne opowiadania z kryminałem i grozą w tle. Nowe opowiadanie o Franku zawiera też kilka Fiolkowych pomysłów, więc będę to reklamować na prawo i lewo! 
                           To by było na tyle! Mam nadzieję, że dobrnęłyście do końca mojego przynudzania! 
                                                                           Pozdrawiam Fiolka :*

środa, 26 marca 2014

Rozdział X



    David przez kilka kolejnych dni gimnastykował się, żeby tylko przez przypadek nie spotkać Ingi. Udawało się niemalże koncertowo gdyż dziewczyna była zaganiana od rana do wieczora a wolnych chwilach umawiała się z Fabiańskim.
    Golkiper Arsenalu zaprosił ją na mecz derbowy pomiędzy The Gunners a The Blues, więc w końcu Luiz będzie musiał wziąć się w garść i wyznać jej prawdę. Frank zrobił w szatni karczemną awanturę, obrażając się na Terry'ego, który tylko cudem uniknął obicia gęby.
    Dla własnego bezpieczeństwa John chodził opłotkami a jego kontakty z Lampardem ograniczały się do boiska. Mou siódmym zmysłem wywęszył pogorszenie się atmosfery w szatni, przez co jego chora łepetyna wymyśliła misterny plan spotkań z nowym psychologiem. Nie byłoby w tym nic głupiego, gdyby genialną psycholożką nie okazała się bratanica Portugalczyka.
    Anja Mourinho okazała mało podobna do znanego stryja i dużo od niego przystępniejsza. Długonoga blondynka odziana w obcisłe jeansy i jasnokremową bluzkę przez dwadzieścia minut opowiadała o swojej koncepcji zajęć. Piłkarze wpatrywali się w nią niczym kot w smakowity kawał mięsa. Torres siedzący w ostatnim rzędzie szepnął coś na ucho Haazardowi, który podał do przodu. Do uszu Franka doszedł news, że Terry ma tak ciasne spodnie, że zaraz rozerwie mu się materiał w miejscu gdzie chowa swojego węża.    Wszyscy gruchnęli śmiechem, co wkurzyło trenera i tak już podminowanego. Jose miał jedne z tych dni, które w klubie nazywały się napięciem przed bezkrwawym okresem. Mou snuł się po ośrodku treningowym jak cień, zaglądając wszędzie gdzie tylko się dało. Sprzątaczki miały go serdecznie dość a kucharz drużyny poszedł na bezpłatny urlop, po tym jak Portugalczyk rzucił w niego brukselką.
    - Haazard! Może powiesz głośno co cię tak bawi?- Mourinho wpatrywał się w Belga wzrokiem bazyliszka.
Eden zrobił minę niewinnej owieczki patrząc na trenera, jakby nie wiedział o co mu chodzi.
    - Nic mnie nie bawi trenerze. - skłamał bez mrugnięcia okiem.
Mou nie wydawał się usatysfakcjonowany, ale nie drążył tematu. Anja była jego oczkiem w głowie, po śmierci brata i bratowej opiekował się jego rodziną a chrześnicę kochał jak swoje własne dziecko.
    - Chciałabym spotkać się z wami na rozmowach indywidualnych po pół godziny z każdym. Dzisiaj z kapitanami a potem wywieszę listę z terminami.
    Piłkarze rozeszli się w dobrych nastrojach, plotkując o pani psycholog a także wymieniając się uwagami na jej temat. Frank przez cały trening był pogrążony we własnych przemyśleniach. Od tygodnia chodził zły i sfrustrowany, pomimo sukcesu w meczu z Galatasarayem i przejścia do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Był zły na Luiza, ale na widok Terry'ego dostawał białej gorączki. Miał ochotę rozszarpać go gołymi rękami a potem wrzucić ciało do Tamizy. Wkurzyłby się na każdego, kto rozpowiada nieprawdziwe informacje na jego temat, ale plotkarstwo Johna było dla niego wyjątkowym skurwysyństwem. Przyjaźnili się od lat, byli niemalże jak bracia a Terry'emu na stare lata zaczęło odbijać, Toni co jakiś czas dzwoniła do Franka z płaczem, bo Johnny poszedł w tango.
    Co miał w takiej sytuacji zrobić? Jego przyjaźń z Johnem już dawno zaczęła się psuć, tym bardziej że od przebywania w jego towarzystwie miał same kłopoty. Sam nie był niewiniątkiem dwa fatalne związki i pornoafera z przeszłości ciągnęły się za nim jak smród po gaciach. Wziął to jednak na klatę starając się końcówkę kariery przeżyć w spokoju, bez najazdu paparazzi i afer. Był chyba jakimś pechowcem, bo odkąd spotkał Ingę pech z nieszczęściem chodzili po nim parami. Najpierw obicię gęby Szczęsnemu a teraz plotki o romansie.
    Harry jak zwykle będzie miał używanie, bo to że wiedział o jego domniemanym romansie z Ingą było jasne jak słońce.
    W końcu nadeszła godzina spotkania z Anją Mourinho. Terry'ego nie było już w gabinecie psychologów, gdy Frank wchodził do środka. Portugalka siedziała za biurkiem trzymając w dłoni długopis. Spojrzała na Franka z nad delikatnych oprawek,posyłając mu uśmiech. Była śliczną dziewczyną i nie dziwił się chłopakom, że nie mogli oderwać od niej wzroku. Sam był urzeczony jej regularnymi rysami i zielonymi oczami okalonymi wachlarzem ciemnych rzęs. Jasne loki falami spływały na jej ramiona i plecy. Ideał kobiety.
    - Wicekapitan Frank Lampard. - spojrzała na niego przeciągle. - Nie pamiętasz mnie?- zapytała uśmiechając się tajemniczo.
    - Nie bardzo. - odpowiedział zgodnie z prawdą.
   Przez urodziwą twarz panny Mourinho przebiegł cień zawodu. Nie pamiętał jej i miał do tego prawo w końcu zmieniła się przez te dziesięć lat, kiedy ostatnim razem się widzieli.
    Przyjechała do Londynu jako siedemnastolatka aby zamieszkać z wujkiem Jose i jego rodziną. Miesiąc wcześniej jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym a z dziadkiem Felixem nie chciała mieszkać.     Wujek był dla niej prawdziwym opiekunem, ale też chwilami przesadzał. Zabronił jej przychodzenia do klubu, żeby żaden z jego podopiecznych nie zaczął jej podrywać. Zakradała się tam potajemnie, obserwując pomocnika nazwanego przez siebie ósemką. Wiedziała kim jest dwudziestosześcioletni Anglik i chciała bliżej go poznać. Kilka miesięcy później przy pomocy koleżanki z liceum zdołała spędzić z Lampardem upojną noc. Potem sprawy potoczyły się jak w kalejdoskopie, wujek wysłał ją na naukę do Stanów, ale ona nigdy nie zapomniała o Franku. W końcu wróciła zdobyć go z pełną świadomością i nie pod wpływem alkoholu.
Mou nie wiedział z kim wtedy spała i postara się o to, żeby niewygodna prawda z przeszłości ujrzała światło dzienne. Jako dojrzała kobieta postara się o względy Lamparda.
     Okrążyła biurko stając za plecami pomocnika, pochyliła się nad nim tak, że jeden z jej loków połaskotał go w szyję. Frank poczuł tchnienie ciepłego oddechu na swoim policzku, szyi a potem uchu.
    - Sierpień dwutysięcznego czwartego, namiętna noc w hotelu. - jej usta dotknęły ucha piłkarza.
Lampard wstał aby być jak najdalej od tej kobiety. Nie pamiętał żadnej upojnej nocy, ale w sierpniu tego roku topił smutki po pierwszej zdradzie Elen. Ogółem z sierpnia tego roku niewiele pamięta, głównie niekończącego się kaca a potem dołek psychiczny.
    - Przykro mi. - spojrzał na jej roziskrzone oczy. - Nic nie pamiętam.
    - Może moglibyśmy odświeżyć ci pamięć?- zapytała z nadzieja.
Frank spojrzał na nią jakby poczuł coś nieświeżego. Kobiety lubiły jego towarzystwo, on również nie był święty, ale bratanica Mou była nachalna a tego nienawidził.
    - Nie. - odpowiedział spokojnie. - Nie mam ochoty, czy nasza rozmowa będzie toczyła się wokół pani niezaspokojonych pragnień?
Zaśmiała się cicho i chrapliwie.
    - Powiedzmy, że zawsze zdobywam to czego chcę a chcę cię znowu mieć w łóżku. - powiedziała wprost.
    - A co jeśli ja tego nie chcę?
    - Nie próbuję cię zgwałcić, Frank. Chcę cię tylko poinformować, że mam na ciebie ochotę i chcę dojść pod tobą co najmniej dwa razy. - puściła mu oczko a potem zajęła się wypełnianiem dokumentacji.
    Ogłuszony Lamps wyszedł z jej gabinetu kierując się prosto do wyjścia z budynku.  Na parkingu zaczepił go skruszony Luiz chcąc załagodzić jakoś napiętą atmosferę. Nie było mu dobrze z tym, że celowo unika Ingi a Frank jest na niego wściekły.
    - Stary, słuchaj chciałem cię przeprosić. - zagaił podchodząc do Lamparda.
Frank pogrążony we własnych wspomnieniach nie słuchał co David ma do powiedzenia. Zastanawiał się czy psycholożka mówiła prawdę i czy naprawdę przeżył z nią jakąkolwiek noc, nie mówiąc już o upojnej.
    - Coś mówiłeś?- zapytał Brazylijczyka.
    - Właśnie cię przepraszałem, ale ty jesteś jakiś nieobecny. Pani psycholog za bardzo cię maglowała? - zagaił.
Frank przez chwilę zżymał się w sobie, ale w końcu postanowił zaufać Luizowi. Chłopak naprawdę wydawał się skruszony swoim plotkarstwem, poza tym nie miał się komu zwierzyć. John sam zaczął się skreślać z listy jego potencjalnych spowiedników.
    - Masz w domu piwo?- zapytał z nadzieją.
    - Piwo to jedyna rzecz, którą mam w lodówce. - Luiz klasnął w dłonie. - Zapraszam do siebie, miałem nadzieję że mnie podrzucisz bo moja Celine jest u lakiernika.
    - Wsiadaj.
Załadowali się do audi Lampsa ruszając w drogę do Hammersmit. Londyńczycy jak na złość ruszyli w drogę powrotną z prac przez co niemalże każda przecznica była dokładnie zakorkowana. David rozsiadł się w fotelu pasażera majstrując w odtwarzaczu tak długo, aż znalazł odpowiednią piosenkę. Samochód Franka zamienił się w scenę a Luiz udawał Shakirę.
    - Zmień płytę. - jęknął Lampard. - Wyjesz gorzej niż Jo...
    - Gorzej niż Johnny?! - oburzył się Loczek. - To było wysoce niestosowne, poza tym mógłbyś wybaczyć Terry'emu. Nie chciał źle, ale sam wiesz jaki z niego bajkoposarz.
    - Właśnie dlatego jestem na niego wkurzony. Zawsze kiedy mu wybaczam, on w najmniej oczekiwanym momencie wywija mi taki numer. To powoli robi się nużące, poza tym In...twoja przyjaciółka nadal uważa mnie za kompletnego bufona!
David uśmiechnął się pod nosem.
    - Aaa tu cię boli, kochany! Jesteś wściekły, bo Inga cię zwyzywała i myśli że plotki o namiętnym bzykanku wyszły z twych ust!
    - Nie interesuje mnie co ona sobie myśli, ale nikt nie będzie robił ze mnie plotkarza i buca! - obruszył się Anglik.
    - Powiem Indzie, że to nieprawda.
    - Już widzę to jak ci wierzy. - w głosie Franka słychać było powątpiewanie. Nie drążyli dalej tematu afery sypialnianej, gdyż właśnie dotarli na miejsce. Przemknęli do mieszkania Davida, gdyż obaj nie mieli dzisiaj ochoty na konfrontacje z Ingą.  Brazylijczyk wpuścił kolegę do środka, sam zaś rzucił w przedpokoju torbę treningową i dołączył do Franka w salonie.
    Anglik zdążył już się rozgościć, wyciągając z lodówki dwa Budweisery a potem otwierając je za pomocą klucza. David wysupłał z szafki orzeszki i resztkę czekoladowych gwiazdek MilkyWay'a. Po wypiciu połowy butelki Lamps opowiedział Loczkowi rozmowę z Anją Mourinho.
    Po zakończeniu wynurzeń Franka, David nie wiedział czy ma koledze zazdrościć czy zacząć mu współczuć. Anja była seksowna jak diabli, ale była też krewną Special One a to z całą pewnością nie był fakt przemawiający za nią. Kilka piw później Frank zostawił na kanapie chrapiącego Luiza, sam postanawiając się ewakuować.
    Starannie zatrzasnął za sobą drzwi, nie chcąc by w czasie pijackiej drzemki ktoś niepowołany nawiedził domostwo przyjaciela. Wyciągając z kieszeni komórkę upuścił klucze do samochodu z którego miał zamiar wyciągnąć torbę treningową. Sięgając po nie, potknął się o niezasznurowane sznurowadło spadając z impetem kilka stopni w dół, wprost na swoje siedzenie.
    Usiłował wstać, ale coś strzyknęło go w krzyżu tak mocno, że bez czyjejś pomocy będzie siedział na zimnym betonie jak idiota. Zaklął szpetnie próbując wstać, jednak obolałe kończyny i mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
    Jego ewolucje zobaczyła nadjeżdżająca Inga, patrząc ze zdumieniem jak Anglik przegrywa z niemocą. Zaparkowawszy swój samochód czym prędzej pośpieszyła nieszczęsnemu piłkarzowi z pomocą.
    - Obejmij mnie w pasie. - wydała polecenie na co podkindrzony Frank od razu przystał. - Na trzy...raz, dwa i trzy!- pomogła mu wstać, jednakże Lampard niebezpiecznie zachwiał się do przodu tak że ona sama wylądowała przygwożdżona do drzwi jego audi.
    Ich spojrzenia spotkały się w momencie w którym Frank uniósł głowę. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech a lekko zamglone oczy wpatrywały się w nią z pijackim zachwytem. Zanim się zorientowała Lampard przysunął się do niej jeszcze bliżej a jego gorące wargi opadły na jej usta. Jego oddech pachniał piwem ale nie był to kwaśny pijacki odór, był przyjemny i lekko gorzkawy. Po raz kolejny zapomniała się pod wpływem pieszczot Lamparda, zapominając że ma przez niego same problemy. Całował tak bosko, że z trudem oderwała się od niego uciekając do swojego mieszkania. Po raz kolejny miała do siebie pretensje a jednocześnie nie mogła oprzeć się uczuciu zadowolenia.

____________________________________________________________________


Witajcie! 
Oddaję w Wasze ręce kolejny już dziesiąty rozdział. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Zaległości w komentowaniu Waszych blogów nadrobię w ciągu dwóch dni. Większość przeczytałam na telefonie, ale jestem na tyle debilem elektronicznym że nie mogę poradzić sobie z dodaniem komentarza. 
                                                               Pozdrawiam serdecznie Fiolka :*

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział IX



    Przez kolejne dni Inga praktycznie nie widywała Loczka zajętego treningami od rana do wieczora  a potem odsypianiem zmęczenia. Znajomość z Łukaszem powoli się rozwijała, spędzali wspólnie czas na przemierzaniu Londynu i odwiedzaniu wszystkich dostępnych w nim zabytków, muzeów i wystaw. Potem najczęściej zachodzili do jakiejś przytulnej knajpki popijając kawę(oboje nie przepadali za herbatą) albo coś mocniejszego. Łukasz opowiadał Indze o swojej sytuacji w klubie o chęci przejścia latem do innego klubu i wywalczenia miejsca w składzie. Szwedka coraz bardziej zaprzyjaźniała się z sympatycznym Polakiem z którym tak wiele ją łączyło. Był zupełnym przeciwieństwem rozbrykanego Loczka, który przez dwa miesięcznej znajomości stał się dla niej niczym starszy brat. Ostatnio był w fatalnym nastroju wynikającym z ze złośliwych uwag Mourinho.
    Portugalczyk wiedział o zainteresowaniu Loczkiem, Barcelony i nie szczędził mu docinek.
David nie poskarżył się ani razu, ale Inga w sobotę spotkała w Tesco Cesara Aspilicuete, który opowiedział jej wszystko ze szczegółami. Podobno wielki Mou chodził wściekły od meczu z Galatasarayem, który Chelsea zaledwie zremisowała.
    Arsenal natomiast uległ Bayernowi na Emirates a jedynym pocieszeniem był fakt, że Bambi zastąpił w bramce Szczęsnego. Inga nie życzyła kolegom z klubu porażki, ale jej wewnętrzny szyderca uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczyła schodzacego Wojtka. Miał za swoje w dodatku za obsceniczny gest dostanie mu się od UEFY.
    Dzisiejszego dnia po treningu pojechała prosto na zakupy. Kilka dni wcześniej razem z Łukaszem wybrała się po samochód. Nie była za bardzo zdecydowana, ale w końcu postawiła na czerwone Audi TT Roadster.     W Anderlechcie mieszkała blisko klubu i nie potrzebowała samochodu, ale Londyn jest wielomilionową aglomeracją i nie posiadanie samochodu w jej wypadku było wielkim utrudnieniem.  Czerwone cacko nazwane Zlatanem, jej ulubionym krajowym reprezentantem sprawdzało się bez zarzutu. Piłkarka ucieszyła się, że pod hipermarketem nie było tłoczno, dzięki czemu mogła zaparkować blisko wejścia. Wyciągnęła z torby treningowej portfel, sprawdziła w lusterku kondycję włosów a potem ruszyła w stronę budynku.     Przejeżdżając koło poszczególnych działów z artykułami spożywczymi wrzucała wszystko co wystarczy na kilka dni zarówno dla niej, jak i dla Loczka. Pod jego nieobecność zajrzała do lodówki Brazylijczyka, zastając tam tylko światło i resztę skisłego mleka.
    Przy dziale ze słodyczami skusiła się na dwie półkilogramowe paczki żelek Haribo, jedną dla siebie i dla Davida. Nie mogła oprzeć się również gwiazdkom Milky Way'a, które oboje uwielbiali wrzucać do parującego cappuccino a potem oblizywać umazaną w czekoladzie łyżeczkę. Brakowało jej kolacji i obiadów z Luizem, ale wiedziała że musi być w formie, żeby ten idiota Mou(nazywany przez nią muł) dawał mu szansę w meczach ligowych a także w Lidze Mistrzów. David nie wyobrażał sobie scenariusza w którym nie zagrałby podczas Mundialu w swojej ojczyźnie. Reprezentacja Szwecji odpadła w barażach z Portugalią, więc nie mogła oglądać rodaków w kraju wielkiego karnawału. Z wdzięcznością przyjęła od Loczka zapewnienie, że wciągnie ją na listę najbliższych, którym podaruje bilety na swoje występy.
    Hiszpanie również zapraszali ją na mecze w których będą występować a miała jeszcze w planach obejrzenie Anglików, jeśli ogarnie to jakoś logistycznie.
    Myślami była już w ciepłej, kolorowej Brazylii dopingując przyjaciół wraz z tysiącami rozkrzyczanych, kibicowskich gardeł. Marzyła jej się Copacabana, kolorowe drinki i wylegiwanie się nad oceanem.  Niestety z marzeniami tak bywa, że wdziera się w nie brutalna rzeczywistość. Tak też było w tym przypadku, ponieważ w wózek prowadzony przez Ingę, wjechał inny. Zderzenie nastąpiło pomiędzy artykułami gospodarstwa domowego i proszkami do prania. Kosz na pranie zleciał z półki, uderzając piłkarkę w bark.     Piłkarka krzyknęła łapiąc się za obolałą rękę a winowajca patrzył na nią ze złością. Był nim Frank Lampard, ostatnia osoba którą chciała dzisiaj spotkać. Zdążyła wyprzeć z pamięci newsa, który krążył po szatni Arsenalu, zarówno damskiego jak i męskiego. A tą wstrząsającą informacją, rozprzestrzeniającą się w tempie lotu błyskawicy był fakt, iż wicekapitan The Blues, Frank Lampard zaliczył ją podczas wyjazdu do Milton Keynes. O wspólnym wyjeździe wiedział tylko Loczek i Lamps a przyjaciela nie podejrzewała o rozsiewanie nieprawdziwych informacji.
Tym bardziej, że jeszcze nie przełknęła tego, że przez sen wygadywała głupoty o chęci na baraszkowanie z Lampardem. Naprawdę myślała, że ma jakieś przebłyski kultury i nie powie o tym nikomu.
    - Jesteś zagrożeniem nawet prowadząc wózek. - Lampard uśmiechnął się cynicznie.
    - Popatrz jak sam jeździsz trąbo jerychońska! - warknęła dziewczyna.
    - Ja jak jeżdżę? Wjechałaś w mój wózek bo myślisz o niebieskich migdałach, zamiast skupić się na tym gdzie jesteś!
    - Odwal się Lampard! - ryknęła obrończyni. - I złaź mi z drogi, bo zaraz zobaczysz jakim zagrożeniem może być moja pięść w okolicach twojego zakutego łba!
Anglik uśmiechnął się jeszcze szerzej, patrząc na nią jak dorosły pies na szczeniaka, który usiłuje ugryźć go w ucho. Była w tym uśmieszku pobłażliwość i szowinizm, którego Inga nienawidziła w każdym wydaniu.
    - Ohoho będziesz mnie biła? A cóż tym razem ci uczyniłem?- zapytał.
    - Już ty doskonale wiesz co!- awanturowała się Szwedka. - Twoja niewyparzoną gębę powinien ktoś nasmarować mydłem.
    - O co ci chodzi kobieto?- zdziwił się.
Dziewczyna zaszarżowała na piłkarza niczym wściekła kotka. Nie uderzyła go jednak a tylko stanęła na przeciwko wpatrując się w niego z wyrzutem.
    - Powinieneś wiedzieć, ale rozwieję twoją sklerozę. Podobno rozgłaszasz wszem i wobec, że zaliczyłeś mnie podczas noclegu w Jeziorze Marzeń! O naszym wyjeździe wiedział tylko David a teraz huczy o tym w Arsenalu i Chelsea! Mam być szczęśliwa, że ludzie myślą o mnie jak o twojej dupie?! - zapytała.
Frank kompletnie zbaraniał, nie wiedząc o czym Inga opowiada. Z jego ust nie wyszło nawet pół słowa o wyjeździe do Milton a tym bardziej noclegu w drodze powrotnej.
    - Nikomu nic nie mówiłem. - wykrztusił z siebie. - Może pochwaliłaś się swoim koleżankom, lekko ubarwiając rzeczywistość?
   Inga myślała, że zaraz straci cierpliwość i odwinie temu pacanowi.
    - Ja miałabym wygadywać takie pierdafony?!- ryknęła. - Prędzej przespałabym się z nogą od krzesła niż z tobą pieprzony szowinisto! - powiedziawszy to zabrała swój wózek i odjechała jak najdalej od zaskoczonego Franka.
    Pomocnik patrzył za oddalającą się Szwedką dalej nie mogąc wyjść z szoku. Czuł się tak jakby przed chwilą na głowę zleciał mu fortepian a wokół latały błyszczące gwiazdki. Z tego wszystkiego zapomniał co miał kupić, więc czym prędzej ewakuował się z hipermarketu, pędząc w stronę samochodu. Z parkingu ruszył palac gumy i prawie wbijając się w słup reklamowy na którym o zgrozo widniał sporej wielkości plakat z podobizną Elen. Jego przeszła, niedoszła narzeczona uwielbiała robić z siebie pośmiewisko, biorąc udział w rozbieranych kampaniach. Nie żeby on był święty czy coś, ale jak brakowało jej na życie to przecież mogła zwrócić się do niego. Nie odmówiłby jej pieniędzy, przecież spędzili ze sobą kilka lat i mieli dwie wspaniałe córki. A teraz jeszcze ten jej narzeczony, Andre - jakiśtam, pozostałość po modelce Jordan. Naprawdę czy ta kobieta ma jakiś instynkt samozachowawczy?
    Rozmyślając o swoich eks, Lampard przemierzał angielską stolicę z prędkością rajdowca i brawurą kierowcy karetki. Nie zdziwi się, jeżeli fotoradary zrobiły mu kilka uroczych fotek a jego księgowy znowu będzie narzekał na to, że musi płacić za niego mandaty.
    W końcu wściekły Frank dojechał pod bliźniak zamieszkały przez Ingę i Davida. Drogę z samochodu pod drzwi obrońcy prawie przeleciał,zatrzymując się nosem przy kołatce. Walnął w drzwi z taką wściekłością, że prawie je rozwalił. Z głębi domu słychać było głos Luiza,powtarzający coś o paleniu.
    Frank usiłował jeszcze raz zapukać, ale drzwi otworzyły się znienacka i wicekapitan Chelsea stał przed Brazylijczykiem z uniesioną pięścią.
    - Frank?- zapytał zszokowany Dawid. - A co cię do mnie sprowadza, dopiero co wróciliśmy z Turcji. Stęskniłeś się ?
    Frank bez słowa wyminął przyjaciela wchodząc do pogrążonego w półmroku holu. Bez słowa wyjaśnienia wszedł schodami na górę, prosto do salonu w którym panował bajzel nie z tej ziemi.
    Luiz poczłapał za Anglikiem zdziwiony jego wizytą i mrukliwością. Czy nie spotkał czasem Ingi? Ci dwoje działali na siebie jak czerwona płachta na byka, gotowi rozszarpać sobie gardła. Po aferze z Szczęsnym raczej się nie widywali, za to przyjaciółka Luiza uwielbiała towarzystwo Fabiańskiego. Cały czas opowiadała o nim a przynajmniej było tak jeszcze przed poprzednią kolejką Ligii Mistrzów. Nie widzieli się dobre dwa tygodnie, wymieniając enigmatyczne smsy.
    - Kto wie o tym, że zawoziłem Ingę do Milton i spędziliśmy tam noc?- Lamps zapytał bez ogródek. Wyglądał jakby zaraz miał dostać apopleksji.
Luiz zamyślił się zaskoczony pytaniem.
    - Ja, ty...Inga...i- usiłował sobie przypomnieć.
    - I ? - dociekał Lamps.
    - No Hiszpanie i Terry. -przyznał się Loczek.
   Lampard wzniósł oczy do sufitu, jakby chciał szukać w nim pomocy. Miał ochotę złapać za długą szyję Luiza i gołymi rękami go udusić a potem podrzucić Mou na pożarcie.
    - A teraz wie także Arsenal i szatnia Chelsea a za niedługo przesiąknie to do prasy! - ryknął rozwścieczony. - Zdajesz sobie sprawę coście narobili? Któryś dorobił do tego historyjkę, że przeleciałem Ingę podczas zamieci i wyobraź sobie kto mi o tym powiedział?
    - Terry?- zapytał nie mniej wkurzony Loczek.
    - Inga!- wrzasnął Frank. - Oskarżyła mnie o przechwalaniu się w szatni, ale miło że poruszyłeś temat Terry'ego. Skąd on wie, bo że chlapiesz wszystko Oscarowi i Hiszpanom jest oczywiste jak zdrady księcia Karola?
Luiz z nerwów zmiął cały dół koszuli a jego twarz nabrała koloru głębokiej purpury.
    - Chlapnęło mi się na imprezce, że całowałeś się z Ingą a potem podwiozłeś ją do Milton, ale nie mówiłem o żadnym spaniu. Johnny dorobił sobie do tego swoją własną wersję i jak widać wychlapał wszystko. Inga mnie zabije!- jęknął.
    - I ma kurwa jakby powód!- skomentował to Frank. - Ale ty jej się będziesz z tego tłumaczył nie ja! Wybacz jadę ukręcić Johnowi łeb i to u samej dupy!- powiedziawszy to wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami tak mocno, że prawie wyleciały z zawiasów a z sufitu nad nimi spadł kawałek tynku.
Dawid również nie był w dobrym nastroju, będzie musiał kajać się przed Ingą i obciąć sobie ten długi, latynoski jęzor. Nigdy więcej nie zaprosi Terry'ego na żadną imprezę!

____________________________________________________________________
Witajcie kochane!
Znowu mam mega obsuwę i chyba nic na swoje usprawiedliwienie. Ostatnio mój czas jest tak ograniczony, że ledwo nadążam za dobą a i tak wydaje mi się, że ona uprawia sprint a ja lecę za nią zziajana jak polscy reprezentanci za rywalami. 

Ale do brzegu! Oddaję pod waszą ocenę nowy rozdział, ciut krótki bo pisany w nagłym przypływie weny w miejscu nie bardzo do tego przeznaczonym. Na dłuższy będziecie musiały troszkę poczekać, ale nie traćcie wiary- jak mawiał mój katecheta. 
Wasze blogi nadrobię w ciągu najbliższych dni, nie zapomniałam o nikim!
I jeszcze mała reklama.
Martina natchniona bynajmniej nie duchem św a moim snem, postanowiła napisać opowiadanie o Franku. Och przeżywamy(to znaczy ja przeżywam, Martina tego biedaczka słucha) renesans miłości do boskiego Lamparda.
Tak więc jeśli lubicie opowiadania przygodowe i egzotyczne, to musicie wpaść na Lampard Agent 008! Trochę Martinie pomagam w fabule, więc moje czytelniczki nie będą zawiedzione! Zapraszam w imieniu swoim jak i Martiny! 


                                                        Buziaki Fiolka :*

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział VIII


   Inga z językiem na brodzie i torbą przewieszoną przez ramię biegła ze stacji metra pod bliźniak w którym mieszkała. Luiz stał przed budynkiem z rękami w kieszeniach, kołysząc się w tył i przód jakby chorował na chorobę sierocą. Na brązowe loki nasadził błękitną, klubową czapkę dopasowaną do pikowanej kurtki. Inga jakby dla kontrastu miała na sobie czerwoną kurtkę z białymi refleksami z logiem Arsenalu na piersi.
    - Wyglądamy dość specyficznie. - David przywitał się z przyjaciółką biorąc od niej torbę. - Wchodzisz na górę czy od razu jedziemy na zakupy?- zapytał.
    - Załatwmy od razu zakupy. - odpowiedziała
    - No to w drogę!- wysupłał z kieszeni kluczyki odblokowując guzikiem drzwi do wozu. Po piętnastu minutach zajechali pod Tesco. Kilku kibiców rozpoznało Luiza błagając go o podpis i zdjęcie, Inga czuła się zszokowana bo jeden z chłopaków rozpoznał w niej piłkarkę Arsenal Ladies.
    - Jest pani świetna!- wyszczerzył się do zdjęcia robionego przez Davida. - Pan też, ale jestem fanem Arsenalu.
    - Muszę to jakoś przeżyć. - oddał nastolatkowi smartfona.
    Dalsza część zakupów przebiegła spokojnie, po kilkunastu minutach wychodzili z supermarketu z siatami wyładowanymi zakupami.
    David pomógł przyjaciółce w zaniesieniu zakupów do jej mieszkania, jednak zaraz potem ulotnił się niczym metaforyczna kamfora. Nienawidził gotować a na pomoc kuchenną również się nie nadawał, poza tym przed nadejściem dziewcząt z Arsenal Ladies musiał się odstrzelić.
    Inga przygotowała trzy dipy, do kolorowych misek z Ikei wysypała pikantne krakersy i chipsy, które zamierzała obsypać solidną porcją żółtego sera i zapiec w mikrofali. David obiecał zamówić pizzę, gdy dziewczyny już przyjdą. Dzisiaj nie mogli sobie pozwolić na nadmierne opilstwo musiało więc wystarczyć chilijskie wino, piwo i Somersby.
    Po przygotowaniu poczęstunku, piłkarka w ekspresowym tempie udała się pod prysznic ciesząc się w duchu, że nie ma długich włosów. Zabiegi pielęgnacyjne i kosmetyczne zajęły jej całe dziesięć minut, kolejne pięć wygrzebanie z szafy jeansów i t-shiru. Loczek czekał już na nią w salonie zajadając się żelkami w kształcie misiów.
    - Myszkowałeś mi w szafce kuchennej!- wskazała w niego oskarżycielskim palcem.
    - Byłem głodny. - wystawił jej język w dalszym ciągu pałaszując żelki.
    - Trzeba było zrobić sobie kanapkę, albo zjeść chipsy.
    - Byłem głodny na słodkie!- przekonywał z rozbrajajacą szczerością.
    - Luiz jesteś niemożliwym przypadkiem, całkowicie beznadziejny. - dała spokój. W końcu utrata żelek nie była aż tak dotkliwa a jak będzie u niego z wizytą to zje mu wszystkie tik taki, które poupychał w szafce nad zlewem.
    - Takiego mnie kochasz. - uśmiechnął się szeroko, pędząc na dół gdyż nadchodzili pierwsi goście.
Okazało się, że na dole czeka spora grupka dziewcząt odzianych w kolorowe płaszcze. Luiz zachichotał witając się z każdą i flirtując w niemożliwy sposób. Impreza rozkręcała się na dobre, nie było tylko Ciary, która miała przyprowadzić kolegę i Maty. Ten zjawił się po godzinie z wypiekami na twarzy i butelką szampana w ręce.
    Posłał Indze maślane spojrzenie, jednak nie miał sposobności żeby gospodyni zajęła go konwersacją, gdyż przysiadła się do niego Faye. Po kilkunastu minutach Hiszpan rozluźnił się na tyle, że dyskutował z Angielką o literaturze jej kraju.
    - To mól książkowy. - Luiz szepnął do Helen konspiracyjnie. - Płacze na Titanicu!
    - Sam płaczesz na nim Loczku. - wyzłośliwiła się Inga.
    - Wcale nie! Wpadł mi do oka chips a ty od razu założyłaś, że wzrusza mnie los Leonarda i Kate! - bronił się David.
    - Dobra, dobra... Nie słuchajcie go, Loczek to bardzo uczuciowe zwierzątko. - Szwedka pogłaskała go po lokach niczym ukochanego psiaka.
    - A może zatańczymy?- zaproponowała Yvonne.
    - Jestem za!- dodała Helen.
Reszta dziewczyn podłapała pomysł, David puścił na cały regulator najnowszy przebój Pharella Williamsa- Happy.
   Towarzystwo poczęło się wyginać i podskakiwać, Loczek podskakiwał jak sprężyna, okręcając w sambie poszczególne koleżanki Ingi.
    - Because I’m happy. - wykrzyczały dziewczyny.
    - Clap along if you feel like a room without a roof - odśpiewał David.
Because I’m happy - klasnęła Inga.
Clap along if you feel like happiness is the truth - odśpiewały dziewczyny.
    Wszyscy kręcili się po salonie, wpadając na siebie jak kolorowe piłki. Szwedka nie zauważyła, że ktoś wcześniej dzwonił do drzwi a w progu stanęła Ciara w towarzystwie wysokiego bruneta o nieprawdopodobnie ciemnych niczym u jelonka oczach.
    Inga zahamowała przed towarzyszem koleżanki, zarumieniona i potargana jakby przed chwilą wyszła z karuzeli.
    - Cześć. - uśmiechnęła się szeroko. - Jestem Inga.
    - Bam...to znaczy Łukasz. - odpowiedział jej rozbawiony. - Ciekawa impreza.
    - No to przedstawianie mamy z głowy, pogadajcie sobie a ja lecę przywitać się z resztą. - Ciara rozsiadła się koło Davida dając mu się kokietować. Inga spojrzała na Loczka otoczonego przez niewiasty niczym przedszkolaki kłębiące się koło wychowawczyni. Mata i Faye zniknęli gdzieś razem a lekko onieśmielony     Łukasz podążył za Ingą do kuchni, osłoniętej od salonu aneksem. Z pomieszczenia obok co rusz słychać było wybuchy śmiechu dziewcząt zabawianych przez Brazylijczyka. Obrońca Chelsea był w siódmym niebie, on i tabun rozchichotanych dziewcząt czyli coś co tygrysy lubią najbardziej.
    Tymczasem Inga bezskutecznie próbowała się dodzwonić do pizzerii.
    - Może byśmy zrobili pizzę?- zaproponował bramkarz Arsenalu.
    - A potrafisz?
    - Jeśli tylko masz składniki to możemy coś podziałać. - uśmiechnął się szeroko.
Inga skapitulowała, ten chłopak był tak sympatyczny i tak różny od bezczelnego Lamparda. No właśnie Lampard! Zawsze musi wcisnąć się w jej myśli, już to robiło z niego irytujący okaz.
    - Drożdże, ciepła woda i olej do jednej miseczki. Mąka i trzeba to wszystko rozmieszać, wyrobić i zostawić do wyrośnięcia. Widzę, że masz w szafce specjalną miskę do ciast drożdżowych. - wskazał błękitno- białe plastikowe naczynie z gumowaną pokrywką. - Do przetartych pomidorów dodamy bazylię i czosnek, będzie sos. Masz mozarellę?
    - Mam. - wyciągnęła z lodówki pokaźny kawałek sera. - David za nią przepada, robię mu czasem zapiekanki na kolacje.
    - Darmowa kuchnia sąsiedzka?- zapytał pracowicie ugniatając ciastko.
    - Coś w tym stylu. - odpowiedziała podając mu olej.
    - Widziałem cię ostatnio w akcji. - spojrzał na nią. - Jesteś świetna, idealnie wpasowujesz się w koncepcję arsenalowskich dziewcząt. Nawet Wojtek Szczęsny był pod wrażeniem.
    - Nie omieszkał tego pokazać. - burknęła.
    - Słyszałem co mówi o tobie w szatni. Nie powinnaś się przejmować, Wojtek jeśli chodzi o kontakty z kobietami jest jak dwuletnie dziecko, któremu zabrało się zabawkę.
    - Zachowuje się jak buc. - Inga nie chciała przyjąć usprawiedliwiania chamstwa kolegi Łukasza.
    - To prawda. Ale wszyscy puknęli się w czoło. Arsene kazał mu ciebie przeprosić, ale Wojtek jest butny jak urażona nastolatka. Pewnie mu głupio.
    - Powinno mu być głupio. - Inga zacięcie kroiła mozarellę.
    - Może zmieńmy temat. - zaproponował pojednawczo.
   
    Inga przytaknęła nie chcąc kontynuować rozmowy o koledze Łukasza. Bambi okazał się świetnym rozmówcą, bardzo oczytanym i zaznajomionym z historią Londynu. Podczas wypiekania pizzy umówili się na wycieczkę do Tower, które Inga zawsze chciała obejrzeć.
Bramkarz Arsenalu zaimponował Szwedce wiedzą i sposobem bycia, był bardzo różny od nachalnego Szczęsnego, wkurzającego ją Lamparda i rozbrykanego Loczka.
    Towarzystwo przyjęło wejście pizzy z głośnymi pogwizdywaniami. Po posiłku dziewczyny postanowiły wyciągnąć Davida na dyskotekę, nazajutrz zarówno Arsenal Ladies jak i Chelsea miały wolne. Inga wolała zostać w domu, zaś Mata i Faye przepadli na długo zanim na stół wjechała pizza. Komórka pani kapitan milczała jak zaklęta a i Juan nie odbierał swojej. Łukasz został z Ingą zgłaszając się jako pomocnik do sprzątania. Potem grzecznie się pożegnawszy zniknął w taksówce, którą wcześniej zamówił.

    Kilka dni później Frank zły na cały otaczający go wszechświat rozsiadł się na kanapie w swoim ekskluzywnym salonie, oglądając wiadomości.
    Dzień wcześniej wrócił do gry po miesięcznej przerwie i znów musiał się poddać, gdyż jego biodro odmówiło mu posłuszeństwa. Dwa tygodnie pauzowania i kolejna frustrująca sytuacja w jego życiu. W dodatku Luiz nieopatrznie chlapnął, że jego sąsiadka coraz częściej spotyka się z drugim bramkarzem Arsenalu- Łukaszem Fabiańskim.
    Nie powinno go to interesować, bo Inga była tylko znajomą, która wybitnie działała mu na nerwy i która jeszcze nie tak dawno leciała na niego, ale coś w całej tej sytuacji bardzo go wkurzało.
Fabian był starszy od Szwedki zaledwie o pięć lat a nie jak on o dwanaście. Po co w ogóle roztrząsa zawiłości wiekowe między nim, bramkarzem Arsenalu i Ingą? Czuł, że dopada go kryzys wieku średniego. W dodatku wysiada mu biodro i boli kopano. Co za paskudny dzień!
    Z rozmyślań wyrwał go dźwięk dzwonka, po którym nastąpiło spektakularne wejście jego managera. Brodaty rozsiadł się na kanapie, odpalając z elektrycznej zapalniczki kubańskie cygaro.
    - Coś taki pochmurny, Franiu?- zapytał jakby nigdy nic. - Będziesz żył staruszku.
Lampard zmierzył go lodowatym spojrzeniem.
    - Nie jestem stary!- niemalże warknął.
Nie dość, że miał skopany dzień, przeżywał kryzys wieku średniego to jeszcze jego własny manager dokopuje mu w taki sposób.
Harry spojrzał na podopiecznego z zaskoczeniem.
    - Źle spałeś kociaczku?- huknął donośnym basem. - Napij się whisky i ci przejdzie. Myślę, że zachowywałeś się w miarę grzecznie i możesz pokazać się na mieście z tą swoją skandynawską boginią o ile na horyzoncie nie będzie Szczęsnego i jego parszywej mordy. Swoją drogą myślałem, że Polacy są bardziej urodziwi.
    - Inga nie jest moją boginią!- powiedział trochę nazbyt wybuchowo. - Poza tym chodzi z urodziwszym od Szczęsnego Polakiem! - syknął ironicznie.
     Harry zamarł z cygarem w dłoni, niczym filmowy don Corleone. W jego zielonkawych oczkach zalśniła złośliwość. To taka para kaloszy! Piłkareczka zaczęła spotykać się z innym, młodszym chłopcem i to jest powód złości Frania.
    - Złamane serce, brylanciku?- zaciągnął się dymem. - Nie rób z siebie ramola, byle jaki jelonek nie odbije ci laski!
    - To nie jest moja laska!- powtórzył Lampard.
    - Dlaczego się tak złościsz Frankie?- Harry zdziwił się na pokaz. Nie od parady nazywają go starym lisem i wiedział dokładnie co się kołacze po łepetynie Lamparda.
    - Bo mnie wkurzasz!
    - Nie wkurzam cię, jak przyszedłem to już byłeś podminowany jak moja eks małżonka przed okresem. Powinieneś umówić się z tą blondyneczką a tak użalasz się i jęczysz jak niezdrowa dupa!
    - Nie jęczę!- żachnął się Lamps. - Odpoczywałem a ty przylazłeś i pieprzysz mi jakieś farmazony.
    - A co ty jesteś nietykalna dziewica i nic ci nie można powiedzieć?- brodaty zapytał z jadowitą słodyczą.
    - Odpieprz się Harry. Chcę zostać sam! - mruknął Frank.
   Manager podniósł z kanapy swoje sporych rozmiarów cielsko, zgasił papierosa w niedopitej szklance whisky, po czym bez słowa wyszedł z salonu Lamparda. Niech w końcu ten angielski gołodupiec umówi się z tą piłkarką, bo on nerwowo z nim nie wytrzyma!


__________________________________________________________________________
Witajcie!
Nie było mnie dwa tygodnie i narobiłam zaległości w waszych i swoich opowiadaniach. Nie cierpię przedwiośnia bo albo jestem chora, albo zagoniona, albo mój komputer odmawia współpracy. Jeśli jeszcze do którejś z Was nie zajrzałam to wyrażam głęboki żal i idę się samoubiczować, ale nie nadążam! 

Ale rozdział jest! Bambi się pojawił i chyba trochę namiesza w kotle. Czekam na Wasze opinie i powoli lecę nadrabiać blogi na które jeszcze nie dotarłam! 
Załączam focię kucponkowo- smutnego Franusia!
                                                                          Pozdrawiam Fiolka :*


czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział VII



    Frank na galę przyjechał z kierowcą, którego  po opuszczeniu budynku wezwał telefonicznie by stawił się w umówionym miejscu, kilka przecznic od hotelu w którym odbywało się afterparty.
    Ochroniarze posłali uciekinierom szerokie uśmiechy, puchnąc z dumy z faktu, że udało im się wywalić z imprezy Szczęsnego. Nie zadzwonili na policję, ale jeden z nich zrobił obszerną fotorelację a drugi kamerował iphonem, żeby nie było wątpliwości kto był jednostką agresywną.
    Inga zorientowała się, że ręka którą uderzyła o podłogę zaczęła sinieć i puchnąć, natomiast warga Lamparda wyglądała, jakby  odwiedził konowała zamiast chirurga plastycznego.
    - Wyglądamy jak ofiary wojny domowej. - Frank dotknął delikatnie spuchniętej ręki piłkarki. - Zawiozę cię do szpitala.
Inga pokręciła głową.
    - Daj spokój, to tylko stłuczenie. Posmaruję na noc maścią a jutro rano zbada mnie lekarz klubowy.
    - Wolałbym jednak, żebyś to prześwietliła.
Inga westchnęła i skapitulowała z facetami nie należy dyskutować.
    - Dobrze. - odpowiedziała tylko.
Do rozmowy wtrącił się kierowca Franka.
    - To dokąd panie Lampard?- popatrzył na piłkarza w odbiciu lusterka.
    - Do św Bartłomieja. - zarządził Lampard.

   Szpital znajdował się dość niedaleko a ulice o tej godzinie nie były nadmiernie zatłoczone. Lamps poprosił Bobby'ego żeby pojechał już do domu, sam miał zamiar odwieźć Ingę do Hammersmith a potem pojechać do siebie na Belgravię.
    Wysiedli przed opustoszałym wejście do szpitala, od razu kierując się na izbę przyjęć. W Bartłomieju pracował jeden z kolegów Lamparda John. K. Rucinsky, Anglik polskiego pochodzenia. Akurat miał dyżur i szybko załatwił Indze prześwietlenie, które nie wykazało żadnego złamania, ale Frank w dalszym ciągu nie był przekonany.
    - Zrób jej rezonans, jakieś ścięgno może być naderwane. - nalegał na lekarza.
Błekitne oczy Johna spojrzały na niego z dezaprobatą.
    - Lamps, czy mam cię wyprosić?- zapytał uprzejmie. - Czy on zawsze tak panikuje?- zagadał wesoło do Ingi.
Dziewczyna pokręciła głową.
    - Nie mam pojęcia, nie jesteśmy aż tak blisko. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, co trochę ubodło Lamparda. John lubił blondynki i podobnie jak Terry miał gadane i zaraz zacznie smolić cholewy do Bergman.
    Nie powinno go to interesować bo tylko jej pomógł, ale gdzieś w środku poczuł mikroskopijne uczucie zazdrości. Jak ukąszenie komara, niby nie zauważasz ale potem zaczyna robić się wkurzające.
    Obeszło się bez rezonansu doktor Rucinsky zapisał Indze maść sterydową, zalecając również opaskę usztywniającą na stłuczone miejsce.
Wychodzili ze szpitala Inga potknęła się na wystającej płycie chodnikowej.
    - Kurwa!- wyrwało jej się. - Nawet chodnik mnie dzisiaj nienawidzi.
Lampard ledwo ukrył rozbawienie.
    - Poczekaj do jutra jak nas Ciezny obsmaruje.
    - To się nie mówi jakoś Cięsny? - poprawiła go.
    - Dziwne nazwisko, ale Polacy generalnie mają ciężkie nazwiska a już piłkarze zwłaszcza. Blaszykoski, Piszek, Vazilevsky?
    Inga zaśmiała się w głos, widząc jak Lamps nie radzi sobie z nazwiskami reprezentantów Polski. Był przy tym taki słodki. Jak dziecko w podstawówce, któremu kazano nauczyć się trudnego wyrazu. Tok jej myślenia znowu powędrowałby do zalet Franka i cofnął się w rozwoju do lat nastoletnich, gdyby nie samokontrola. Nie mogła rozmyślać o Lampardzie! Zachował się jak rycerz na białym koniu, ale nie mogła zapominać tego, że dostaje przy nim małpiego rozumu . Rozregulowywał jej hormony, śnił jej się po nocach, miała ochotę go rozebrać a z drugiej strony wkurzał ją jak nikt inny. Z tego wszystkiego zapomniała zadzwonić do Luiza, który dobijał się do niej a komórkę wyciszyła i wrzuciła do kieszeni płaszcza.
    - Wiesz co...- zwróciła się do niego. - Pojedźmy osobnymi taksówkami, jest późno a oboje mamy trening.
- Mowy nie ma, z Hammersmith do Belgravii nie jest znowu tak daleko. Pół godziny mnie nie zbawi. - zaprotestował żywiołowo.
    - Skoro nalegasz. - wzruszyła ramionami.
Czuła się głupio, ale nie mogła pokazać mu jak na niego reaguje. Frank milczał przez całą drogę, przysłuchując się rozmowie Ingi i Luiza. David tak głośno krzyczał do słuchawki, że dokładnie wiedział co mówi i jak bardzo jest wzburzony. Taksówkarz wysadził ich pod mieszkaniem Ingi. Na miejscu był już Luiz przestępując z nogi na nogę, przez co jego loki podskakiwały jak małe sprężynki.
    - Inga!- wykrzyknął biorąc dziewczynę w opiekuńcze ramiona. - Wszedłem na twittera ten buc was obsmarował!- wykrzyknął wzburzony. - Zabiję go!- wskazał jej rękę w opasce usztywniającej. Frankie jesteś moim bohaterem! Wpierdolimy im w sobotę!- oczy Luiza zapałały gniewem.
    - Spokojnie. - dziewczyna odsunęła się od przyjaciela. - Nie wywołujcie afery.
    - Pieprzeni Kanonierzy nam za ciebie zapłacą!- wykrzyknął Luiz, zaraz jednak przypomniał sobie, że Inga również jest Kanonierką i wyszłoby z tego niepożądana przez nikogo afera. Szczęsny i tak narobił szumu, ale nikt nie chce żeby media za nimi jeździły.
    - Idźcie do środka. - nakazał Frank. - Nie komentujcie zajścia a ty Luiz nie twittuj w tej sprawie. Pogorszysz sytuację.
    - Nie możemy puścić mu tego płazem!-uniósł się David.
    - Ale też nie chcemy wokół całej sprawy szumu. - zaznaczył Frank.
Inga czuła, że musi się wtrącić w końcu to przez nią a właściwie przez końskie zaloty Szczęsnego, wybuchła cała ta afera i bójka.
    - David odpuść, Frank ma rację. To nic nie da z takimi osobnikami się nie dyskutuje, trzeba go olać. - w jej głosie słychać było zmęczenie.
    - Nikt nie będzie cię wyzywał i podrywał, jeśli sama tego nie chcesz!- Loczek nie chciał odpuścić, nakręcił się jak zajączek z bateryjką duracela.
    - Odpuść. - Frank jeszcze raz powtórzył, tym razem dobitniej.- Zaprowadź Ingę do domu, pogadamy o wszystkim jutro. Dobranoc!- wsiadł do taksówki, która z miejsca ruszyła w stronę jego domu.
   David zorientowawszy się, że przyjaciółka słania się na nogach ze zmęczenia i nadmiaru wrażeń, pomógł jej otworzyć drzwi i wejść do mieszkania. Nie dał się wyprosić dopóki piłkarka nie przyłożyła głowy do poduszki. Wtedy uznał, że może iść do siebie i odpocząć przed jutrzejszym dniem, który zapowiadał się raczej burzliwie i nie miał na myśli prognozy meteorologicznej.

    Następnego dnia Frank został wezwany na klubowy dywanik. Mou chodził po gabinecie Abramowicza jak lew w klatce. Roman spoglądał na Special One z pewną dozą kpiarstwa, nie podzielał zdania trenera i właściwie nie uważał, żeby Lampard musiał z czegokolwiek się tłumaczyć. Nie mniej jednak nie miał ochoty przez następne tygodnie wysłuchiwać gderania Portugalczyka i wizji odsuwania Anglika od składu, dlatego że jakiś gówniarz z Polski wypisuje o nim głupoty na twitterze i facebooku.
Frank wszedł do gabinetu na luzie nie przejmując się tym, że Jose chce mu urwać łeb i żąda krwi.
    - Dzień dobry. - przywitał się z trenerem i prezesem.
    - No ja nie wiem czy taki dobry!- prychnął Mourinho. - Nie przyszedłeś tutaj z kurtuazyjną wizytą Lampard. - zmierzył Anglika wrogim spojrzeniem.
    Opinia publiczna zawsze uważała, że Mou do Lamparda ma słabość a tak naprawdę to Roman wymógł zatrzymanie legendy The Blues do końca jego kariery. On najchętniej wysłałby Franka na orbitę okołoziemską z wilczym biletem.
    - Siadaj Frank. - Abramowicz przemówił zza swojego biurka wielkości lotniskowca. - A ty Jose nie ciosaj mu na głowie kołków, powiedziałem że to ma być merytoryczna rozmowa.
    - A co ja jestem kurwa politykiem, że mam merytorycznie rozmawiać?- ciskał się Mou. - Jestem wściekły!
    - Nie rozumiem po co zostałem wezwany, mamy się kłócić jak przekupki na targu? - zapytał się Frank.
    - Trzymajcie mnie!- zagrzmiał trener! - Co żeś wczoraj narobił, że Szczęsny cię od terrorystów wyzywa?
    - Spokój!- Roman czuł, że zaraz eksploduje. Mourinho ciskał się jak zdradzana żona i w takim nastroju to oni na pewno nie znajdą rozwiązania. - Ty Jose siedź cicho a Frank możesz kontynuować.
Lampard zgodnie z prośbą opowiedział przebieg wydarzeń wczorajszego wieczoru i swoje stanowisko.
    - No i dobrze zrobił, poza tym karki mają zdjęcia i nagrania Szczęsnego. Nasz prawnik zadzwoni do jego menadżera w sposób kulturalny, żeby jego podopieczny przestał szczekać. Jesli nie, nagranie wycieknie do sieci i założymy sprawę w sądzie. - Roman podszedł do sprawy w sposób racjonalny.
    - Musiałeś obijać mu mordę?- parsknął Mourinho.
Koniecznie chciał się dopierdolić do Franka i zupełnie nie zwracał uwagi na to, że Abramowicz nie ma ochoty karać Anglika za bójkę ze Szczęsnym.
    - Daj spokój Jose. - Frank był znudzony tym spotkaniem. - Mogę iść na trening?- zapytał.
    - A spieprzaj i nie myśl, że tak ci to puszczę płazem. Mam na ciebie oko!
Po wyjściu Lamparda prezes i trener zdążyli się jeszcze pokłócić, ale Abramowicz jakoś zdołał ugłaskać Mourinho. Nie będzie najazdów osobistych na Franka a temat Szczęsnego został raz na zawsze zamknięty.

    Inga zaraz po przyjeździe do klubu, została skierowana na badania lekarskie. Lekarz potwierdził silne stłuczenie i zalecił rehabilitację, maść sterydową i opaskę, którą piłkarka cały czas nosiła.
Dziewczyny stanęły za nią murem, zgodnie twierdząc że Szczęsny jest kompletnym idiotą.
    - Ale co dokładnie ci powiedział?- dopytywała się Faye.
    - Chciał mnie zaprosić na kolację ze śniadaniem. - odpowiedziała Inga. - Jak się nie zgodziłam usiłował mnie pocałować.
Ciara Grant zmarszczyła nos jakby poczuła coś nieświeżego.
    - Wojtusia chyba swędzi kropidło, bo ta jego polska piosenkarka go rzuciła. Snuje się teraz w nadziei, że jakaś naiwna mu da. Żadna Kanonierka nie poleci na jego urok osobisty. - zaśmiała się się defensorka.
    - A ta jego lasia to nie była czasem Ukrainką?- zapytała Natalie Ross.
    - A czy to ważne? Rzuciła go, bo podobno wolał własną rękę!- Abbie Prosser zaimitowała obsceniczną sugestię, jaką bramkarz Arsenalu lubił pokazywać kibicom.
    Szatnia wybuchła śmiechem, nawet Inga lekko się rozchmurzyła. Dziewczyny okazały się równymi babkami i nie dałyby jej skrzywdzić. Postanowiła zaprosić je na małą parapetówkę. Koleżanki zgodziły się wpaść wieczorem, więc miała trochę czasu na rozpoczęcie przygotowań.
    - Mogę kogoś ze sobą przyprowadzić?- zapytała Ciara.
    - Pewnie weźmie ze sobą Bambiego. - zachichotała Faye. - Ciara wzięła sobie do serca znalezienie dla niego dziewczyny.
    - Bambiego?- Inga nie miała pojęcia o kogo chodzi.
    - Łukasza Fabiańskiego, drugiego zawodnika Arsenalu. - odpowiedziała Ciara.
    - On jest słodki. - wtrąciła się Natalie. - Ma oczy jak mały jelonek!
    - Dlatego nazywają go Bambi. - podsumowała Faye.
    - Mi przypomina słodkiego źrebaczka. - rozmarzyła się Helen. - Takiego wiecie, którego można zagłaskać na śmierć.
    - Zejdźcie z niego potwory!- Ciara wzięła się pod boki. - On jest naprawdę fantastycznym kumplem i może wypić siedem piw i potem nie ma kaca.
    - Jak tak to zmienia postać rzeczy!- zakpiła Faye. - No to co Inga, Ciara może zabrać do ciebie jelonka?
    - Jeśli o mnie chodzi, możecie przyjść z kim chcecie. - Inga sięgnęła do szafki, wyciągając z niej torbę.
    - To widzimy się wieczorem!- pożegnała się Faye.
    - Do zobaczenia!- Szwedka wyszła z siedziby klubu uśmiechnięta od ucha do ucha.

    Wsiadając do metra myślała o liście zakupów i sklepie w którym się zaopatrzy. Musi w końcu kupić samochód.
    Jej rozmyślania przerwał telefon od Luiza. Na wieść o przyjęciu podpalił się jak amerykańska nastolatka, organizująca "słodką szesnastkę".
    - Impreza? Z Arsenal Ladies? Wpadnę!- zarechotał do słuchawki. - Ej wezmę  Matę ze sobą, dobrze? Znajdziesz mu jakąś koleżankę bo usycha z miłości do ciebie!
    - Pewnie, daj numer Juana to go zaproszę.
    - Może lepiej zrobię to ja, bo jeszcze pomyśli, że na niego lecisz. A Frank też jest zaproszony?
    - Nie kumpluję się z Frankiem. - odpowiedziała z przyśpieszonym biciem serca.
    - Nie? A ja odniosłem inne wrażenie, ale to twoja impreza. Za dwadzieścia minut będę w domu, to pojedziemy na obiad i po zakupy, ok?- wykrzyknął w słuchawkę. - I kup wreszcie samochód, bo jak jedziesz metrem to cię nie słyszę!
    - Ok, ok! Za pół godziny u mnie! - odkrzyknęła.
    - Ciau bambina!
    - Ciau.

______________________________________________________________________
Witajcie!
Oddaję pod waszą ocenę kolejny rozdział. Bez komentarza odnośnie fabuły, piszę z gorączką i stylistyka leży i kwiczy, ale słowo się rzekło i rozdział miał być dzisiaj. 

Czekacie na Bambiego? Miałam go wprowadzić, zanim wczoraj zrobił mi niespodziankę, po tym jak Wojtunio wyleciał z bramki.
Widziałyście co nasz number one pokazał kibicom? Jak dla mnie postawa poniżej jakiejkolwiek krytyki...

Blech! 
                                                                          Miłego czytania! Fiolka :*

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział VI



 
 Następnego dnia drogowcy w końcu wzięli się za siebie, czego skutkiem były prawie idealnie odśnieżone drogi.
   Pani Hudson powitała państwa Bergman szerokim uśmiechem proponując im typowo angielskie śniadanie i herbatę z mlekiem.
Inga, którą bolało dosłownie wszystko odmówiła jedzenia prosząc o filiżankę mocnej kawy, nie potrafiła zrozumieć Anglików i ich dziwnych upodobań do psucia smaku herbaty.
    Frank był w wyśmienitym humorze uśmiechając się pod nosem. Inga gdy myślała, że on nie patrzy miała tak zbolałą minę, jakby przed chwilą wróciła z meczu. Rozumiał ją, bo spanie na kawałku deski, obitym czerwoną tkaniną nie jest najprzyjemniejszą rzeczą na świecie.
    - Już państwo skończyli?- pani Hudson wyłoniła się z kuchni w jasnoróżowym fartuszku w serca.
    - Tak proszę o rachunek. - Frank spojrzał na kobietę z uśmiechem. - Musimy wracać do Londynu.
    - Zaraz przygotuję, proszę tutaj na mnie poczekać!- zniknęła na schodach zostawiając Franka i Ingę samych.
    Po raz kolejny zapadła cisza dla Ingi dość krępująca, dla Lamparda raczej obserwacyjna.
    - Masz dzisiaj trening?- Anglik spojrzał na dziewczynę, która celowo unikała jego wzroku skupiając się na kilku kroplach kawy na dnie filiżanki.
    - Odwołany, ale jutro muszę dojechać do Meadow na zgrupowanie przedmeczowe.
    - Drogi do tej pory powinny zostać odśnieżone. - Lamps wprowadził do rozmowy element komiczny, nie chciał pastwić się na pannie Bergman, chociaż imponowało mu, że dwanaście lat młodsza piłkarka leci na niego a nie np na Matę albo Hazarda.
    - Możemy już jechać?- Inga podniosła oczy znad filiżanki.
Było jej strasznie głupio i chciała, żeby podróż z Lampardem skończyła się jak najszybciej.
    - Nadchodzi pani Hudson. - Frank wskazał na gospodynię "Jeziora marzeń" idącą w ich stronę z szerokim uśmiechem.
    Lampard zapłacił jej za nocleg, podziękowali grzecznie i ruszyli w drogę do Londynu. Inga uparła się, że odda kasę za siebie, ale Anglik nie chciał słyszeć o tym w końcu spała na otomanie a on w łóżku nie będzie bucem do końca. Droga do stolicy zajęła im nieco ponad godzinę. Pod hotelem, gdzie aktualnie mieszkała     Szwedka pożegnali się zdawkowo a potem Frank ruszył do swojej londyńskiej rezydencji w Belgravii. Przez lata gry w Chelsea dorobił się tego niebotycznie drogiego apartamentu, domu w Surrey i posiadłości w Prowansji. Rzadko tam bywał, ale lubił w czasie urlopu zresetować się i odpocząć w ciszy i spokoju.     Najczęściej bywał właśnie w domu przy Upper Belgravia Street. Lubił tę dzielnicę pomimo tego, że była najdroższa w Londynie i raczej nie można było w niej zrobić imprezy stulecia. Facet w jego wieku powinien jednak unikać zabaw do białego rana i imprez u kolegów. Zawsze lubił się dobrze bawić, co będąc przyjacielem Terry'ego przyszło mu niejako z łatwością. To na imprezach Terry'ego poznał Elen a potem Christine i o ile pierwsza z nich dała mu Lunę i Islę to Christine była najgorszą pomyłką w jego życiu. Małostkowa i chciwa, po rozstaniu którego sama była winowajczynią zrobiła z niego seksiarza, bawidamka i żigolaka. Zagroziła opublikowaniem ich intymnych zdjęć, które zrobili sobie po pijaku.
    To była z jego strony skrajna głupota, ale też musiał uczciwie przyznać, że nie pierwsza w jego życiu. Jego menadżer cały czas powtarzał mu, żeby unikał rozgłosu w mediach nie związanego ze sprawami sportowymi.
    - Masz siedzieć na dupie i modlić się żeby Christine zamknęła mordę. - powiedział Harry podczas ostatniego spotkania.
    Od tego czasu zdążył być na imprezie u Luiza, dwukrotnie całować Ingę, pokłócić się z nią w miejscu publicznym a potem utknąć na zadupiu zasypanym śniegiem. Jak Harry się dowie to wyrwie mu nogi z dupy.
    Frank myśląc o tym, żeby żadna z gazet nie zauważyła jego eskapad wszedł do mieszkania rzucając kurtkę na komodę. Zrzucił też buty idąc w stronę salonu a mianowicie barku. Miał ochotę napić się whisky i walnąć na kanapie.
    Jakież było jego zaskoczenie gdy w salonie zastał Harry'ego z marsową miną. Brodaty rudzielec siedział na kanapie trzymając w ręku drinka.
    - Gdzie to się bywało Franiu?- zapytał zjadliwie.
    - A co jesteś moją mamusią Harry? - odpowiedział mu równie uprzejmie Frank. - Utknąłem na pieprzonej autostradzie i musiałem przenocować w motelu.
Brodaty nie wyglądał na przekonanego.
    - Byłeś sam? - drążył temat.
Lampard poczuł się jak nastolatek przyłapany na całowaniu dziewczyny w szkolnym kiblu, podczas potańcówki.
    - A po co mam odpowiadać skoro wiem, że dowiedziałeś się z kim byłem.
Brew menadżera podjechała do góry w geście zdziwienia.
    - Właśnie nie wiem. Spodziewałem się jakiejś dupy pokroju Christine i Elen- wybacz na nomenklaturą, ale masz fatalny gust kochasiu. - zaśmiał się rubasznie.
    Frank zmierzył go groźnym spojrzeniem. Rudobrody wkurzał go jak nikt inny, ale był znakomitym menadżerem i kiedy jego karierze coś zagrażało, potrafił wziać go za dupę i zmotywować.
Był też jego przyjacielem i cenił sobie tę szorstką relację, która między nimi panowała. Harry walił prawdę prosto w oczy bez żadnego miłosierdzia.
    - To piłkarka, koleżanka Luiza. - odpowiedział Lampard nalewając sobie whisky.
    - Arsenal Ladies? W końcu wziąłeś się za kogoś na twoim poziomie a nie pustego lachona, który doi cię jak złotodajną krowę? Nie wierzę!
    - Za nikogo się nie wziąłem!- Lamps podniósł głos. Kilka kropel złocistego płynu wylało się na kremowy dywan. - To jest koleżanka Luiza!
    - Już ja znam ten błysk w oku, kochasiu. - zarechotał Harry. - Lecisz na nią! Ile ma lat?
    - Skąd mam wiedzieć? Nie zaglądałem jej do paszportu. - zełgał Lampard. Dokładnie sprawdził ile lat ma Inga i co o niej piszą w internecie.
    - No i coś taki przywalony jak żuk plandeką?- odpowiedział Harry. - Nie wymiguj się, bo zawsze wiem kiedy masz ochotę umoczyć kropidło. Nie musisz się migać i krygować, jesteś ze mną a nie z mediami.         Możesz sobie dupczyć, tylko rób to po cichu! Media mogą cię widzieć za rączkę z córkami, ewentualnie jakieś subtelne kolacyjki z tą prześliczną blondyneczką. Żadnych sekstaśm i zdjęć w klubowych kiblach. I powiedz Terry'emu że jak coś odpierdoli, to mu urwę jaja. - brodaty zakończył swoją przemowę. - Idę popracować a ty sobie odpoczywaj.
Powiedziawszy to zostawił Franka samego z niedopitą szklanką whisky i tlącym się w popielniczce niedopałkiem papierosa.

    Przez kilka następnych tygodni Inga skupiła się na walce o miejsce w składzie i dopięcie ostatnich spraw związanych z przeprowadzką. Ostatecznie zdecydowała się na mieszkanie w Hammersmith i zostanie sąsiadką Luiza. Loczek zwariował. Ciągał ją po wszystkich znanych sobie dyskontach meblowych, sklepach z dodatkami i sprzętem.
    Od tygodnia mogła poszczycić się własnymi czterema kątami, miejscem gdzie będzie mogła wypoczywać po treningach. Dzisiaj od rana chodziła zdenerwowana, ponieważ wieczorem szła z Luizem na rozdanie nagród pilkarskich magazynu Goal. Dziewczyny z zespołu były podekscytowane od tygodnia nie mówiły o niczym innym, wymieniały się uwagami i nowinkami modowymi. Inga jeszcze do wczoraj była załamana, bo nie miała w szafie odpowiedniej sukienki. W dodatku nie znała żadnej dobrej fryzjerki, która była wolna i mogłaby zrobić coś z jej krótkimi włosami. Na szczęście koleżanka pomocy domowej Luiza, miała siostrę fryzjerkę. Karolina, bo tak miała na imię, obiecała przyjść do mieszkania Ingi i ułożyć jej włosy.  Sprawa sukienki również się rozwiązała. David poszedł z nią na zakupy, bawiąc się z reakcji sprzedawczyń, które ze zdziwieniem patrzyły na jego doradztwo modowe. Ostatecznie Inga zdecydowała się na prostą, koronkową sukienkę sięgającą kolan z klasycznym czarnym paskiem. Do tego dobrała srebrne szpilki i  bransoletkę z kryształami w komplecie z kolczykami w kształcie łez.
    - Wyglądasz w niej jak milion dolarów!- zachichotał piłkarz. - Ale wolałbym cię w tej czerwonej.
    - Taaa z cyckami na wierzchu. - burknęła.
    - W Brazylii pokazywanie piersi nie jest grzechem. Jest musem!- odpowiedział jej ubawiony.
    - Jesteśmy w Anglii. - odpowiedziała mu wtedy.
    Teraz spoglądała na sukienkę wiszącą na szafie w sypialni. Dzwonek do drzwi oznajmił przybycie Karoliny. Inga popędziła schodami na dół, prawie wywracając się na chodniku rozłożonym przed drzwiami.
Fruzjerka widzac ją zziajaną i rozczochraną uśmiechneła się z pobłażaniem.
    - Mam tutaj wszystko! Makijaż też ci zrobię!- zachichotała biorąc Ingę pod rękę i prowadząc na górę.
Na niskim stoliku w salonie rozłożyła walizkę z przyborami fryzjerskimi i kosmetykami do wizażu. Otworzyła przybory obserwując zdumioną minę Szwedki.
    - No co? Potrzebujemy potężnego arsenału, żebyś wszystkich przyćmiła na tej imprezie. Najpierw włosy! Gdzie masz łazienkę?
    Inga wskazała ręką sypialnię, obok której usytuowana była łazienka. Karolina zaciągnęła ją do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Nie pozwoliła piłkarce samej wymyć włosów, po mistrzowsku wykonując tę czynność połączoną z masażem głowy. Potem nastąpiła cała seria maseczek, jedwabiu i odżywki, dzięki której fryzura Ingi miała wytrzymać cały wieczór i noc.
    - Zazdroszczę ci. - rozmarzyła się fryzjerka, gdy suszyła i modelowała włosy Szwedki. - Tyle seksownych piłkarzy w jednym miejscu.
    - Ja na to patrzę trochę inaczej. - Inga spojrzała na Karolinę w odbiciu lustra. - To ludzie uprawiający taki sam sport jak ja.
    - Nie mów, że nie kręcą cię ich jędrne tyłki i umięśnione torsy?- zachichotała. - Mi podoba się Olivier Giroud. O matko kochana jak on biega to aż miło popatrzeć.
    - Jeszcze go nie widziałam na żywo. A w telewizji jak grają Kanonierzy to akurat albo mam trening albo mecze.
    - A ciasteczka z Chelsea? Mieszkasz koło Luiza, nie zaprosił cię na mecz? Azpilicueta, Lampard, boski Nando. - Karolina ekscytowała się coraz bardziej.
Ja bym oddała całą pensję za to, żeby znaleźć się na jednej imprezie z nimi. Padłabym na zawał! Dwukrotnie!
    - Wezmę cię kiedyś na imprezę do Luiza, zobaczysz że te ciasteczka potrafią się nieźle urżnąć. - zaśmiała się.
    - Wchodzę w to a teraz nie mów nic bo muszę cię umalować na bóstwo! - powiedziawszy to zabrała się za robotę. Po dwóch godzinach nie mogła poznać się w lustrze. Jej jasne włosy były perfekcyjnie ułożone i zaczesane do góry tak, żeby odsłaniać uszy i łabędzią szyję. Mocniejszy makijaż w odcieniach szarości, podkreślił jasne oczy Ingi a czerwona szminka dodała ustom seksapilu. Czuła się jak milion dolarów i od razu nabrała ochoty na tę galę. Karolina sprawiła się idealnie, żegnajac się z Ingą dość wylewnie. Szwedka polubiła tę szaloną Polkę zapraszając ją na najbliższy mecz Chelsea z Arsenalem na który dostała zaproszenie od Luiza. Akurat miała wtedy wolny dzień i nie wyobrażała sobie, żeby iść tam sama. Karolina spełni swoje marzenie i będzie mogła pooglądać seksowne tyłeczki na żywo.
    Luiz wpadł do mieszkania przyjaciółki na godzinę przed galą. Trzymał w ręce zwisający smętnie krawat w kolorze tła brazylijskiej flagi.
    - Nie umiem tego zawiązać!- jęknął potrzasając burzą ciemnobrązowych loków. - Wyszła mi szubienica i sznur do spędzania krów z pastwiska!
Inga pokręciła głową z litościwym uśmieszkiem.
    - Chodź tutaj to ci zawiążę zanim będzie wyglądał tak, jakbyś go wyciągnął z gardła rzeczonej krowy. - zawiązała mu elegancki węzeł wyrównując go i układając. - No teraz jesteś śliczny jak z obrazka.
Luiz porwał ją w ramiona, kręcąc się z nią po pokoju w walcu.
    - Przetańczymy tak całą noc!- zaśmiał się głośno. - A teraz pójdź piękna niewiasto, gdyż czeka na nas kareta.
    - Chyba czarna, londyńska taksówka. - włożyła płaszcz, zabierając przy okazji kopertówkę z komody. - Leć do siebie po płaszcz, czekam przy samochodzie.
    - Już pędzę!- wybiegł z jej domu do siebie.
    Godzinę później przebrnęli przez czerwony dywan, uśmiechając się do tabunu paparazzi. Wokół kłębili się wszyscy znani piłkarze ze swoimi odpicowanymi partnerkami. Prawie każda, która miała coś do pokazania, eksponowała to w sposób dla Ingi zbyt przesadny. Ot, chociaż taka żona Rooney'a, Coleen przyszła na galę w złocistej sukience, ledwie zakrywającej pośladki. Żona Terry'ego wyglądała jakby była na pogrzebie a jej mąż puszczał oczka do innych kobiet.
    Gala zaczęła się z godzinnym opóźnieniem. Ciągnęła się jak fabuła mdławej opery mydlanej a uśmiechanie się za każdym razem, gdy kamera najechała ich rząd było dla Ingi uporczywą koniecznością. Luiz dostał nagrodę dla najlepszego obrońcy, szczerząc się na scenie i dziękując wylewnie wszystkim i każdemu z osobna. Kamera wychwyciła wtedy Ingę a ona doskonale wiedziała, że jutro fanki Loczka okrzykną ją paskudną i tłustą krową, która usidliła ich bóstwo.
    Gdy na scenie pojawił się Lampard, Inga z niewiadomych dla siebie przyczyn mocno się zarumieniła. Anglik spojrzał ponad tłumem prosto w jej oczy, uśmiechając się kątem ust.
    Wiedziała doskonale o czym sobie pomyślał. Robiło jej się głupio za każdym razem, gdy przypominała sobie swoje senne marzenie i fakt, że wypowiadała je na głos. Specjalnie unikała okazji przy których mogłaby spotkać Franka a jak do tej pory nie było to wcale trudne.
    Oboje trenowali w innych częściach miasta, a Lamps nie odwiedzał Davida w mieszkaniu dość często. Ostatnio The Blues mieli jakiś męski wieczór, ale Loczek wybierał się do Nando Torresa.

    Po oficjalnej gali nastąpiło afterparty przy którym nie mogła już unikać Anglika. The Blues siedziało przy jednym stoliku a ona była tutaj zarówno jako piłkarka Arsenal Ladies a także partnerka Luiza. Frank przyszedł sam i pech chciał, że karteczka z jego nazwiskiem stała obok miejsc jej i Davida.
Towarzystwo było rozbawione i szczęśliwe z kilku nagród jakie otrzymali. Fakt, że wielki Mou nie mógł przybyć na imprezę wzbudził w piłkarzach jeszcze większą ochotę na żarty.
    The Special One nie lubił gdy jego podopieczni dobrze się bawili, bo potem nie chciał obniżki formy.
- Dobra zabawa to chlanie a chlanie to obniżka formy! Chcę zdobyć z wami mistrzostwo kraju!- ryczał na poprzednim treningu.
    Panowie przyjęli dobre rady trenera z przymróżeniem oka. Na szczęście dla nich, Mou dostał rozstrojenia żołądka i musiał zostać w domu.
    - Zdrówko!- Luiz podniósł się z krzesła stukając się szampanem z resztą kolegów. Żony piłkarzy sączyły swoje drinki rozmawiając ze sobą na tematy, które Ingi wcale nie interesowały.
    Mata siedzący na przeciwko Ingi raz po raz posyłał jej maślane spojrzenia a ona nie wiedziała co zrobić. Obecność Lamparda działała na nia jak narkotyk. Przez chwilę ich dłonie zetknęły się, gdy chcieli sięgnąć po tą samą salaterkę z sałatką. Dziewczyna cofnęła rękę chowając ją pod stołem. Frank spojrzał na nią z uśmiechem od którego ugięłyby się pod nią nogi, więc dziękowała niebiosom że akurat siedzi. Po pół godziny mordęgi w końcu miała wymówkę, żeby iść do toalety.
    W niej spotkała żonę Fernando Olallę, która zagadała ją pogawędką o nowym mieszkaniu.
    - Jak ci się mieszka koło Davida?- zapytała poprawiając włosy. - Jest szalony i lubi poimprezować. Mój mąż z każdej imprezy u niego przychodzi w stanie wskazującym.
Inga uśmiechnęła się szeroko.
    - Nie jest tak źle, ale wprasza się do mnie na śniadania, obiady i czasem na kolacje, bo twierdzi że nie umie gotować.
    - Oczywiście, że nie umie. Kiedyś spalił kuchnię i przez tydzień przychodził do nas na obiad. Nie chciało mu się jechać do restauracji.
    - Cały David. - podsumowała Szwedka.
    - Pójdę już na to targowisko próżności. A tobie radzę poukrywaj się tu jeszcze przez jakiś czas. -rzuciła na odchodnym.
    Inga posiedziała jeszcze przez jakiś czas w toalecie a gdy nadszedł czas, żeby jednak wyjść do ludzi, wpadła na kogoś w korytarzu. Podniosła wzrok widząc uśmiechniętą twarz bramkarza Arsenalu.
    - Oooo to ty jesteś nowym nabytkiem naszych ladies!- wyszczerzył się w uśmiechu ukazując zęby i nisko osadzone dziąsła. - Jak ci się mieszka w Londynie? Spotykasz się z Luizem. - zaśmiał się w dość obleśny jak dla Ingi sposób.
    - A pan to?- celowo udała, że go nie zna. Widok zaskoczenia na twarzy Szczęsnego był nie do opisania. Wyglądał na ciężko wstrząśniętego i zaskoczonego a także urażonego.
    - Wojtek Szczęsny. - przedstawił się naburmuszony. - Numer jeden Arsenalu.
    - A tak teraz kojarzę! - uśmiechnęła się jak tępa blondynka. - Nie mam pamięci do twarzy, ale nazwisko znam a jakże by inaczej.
    - Będziesz o mnie bardzo często słyszała, bo mamy zamiar w tym roku sięgnąć po mistrza kraju.
Napiął się jak paw, który szykuje się do prezentacji ogona. Inga nie lubiła takich bufonów a Szczęsny póki co pokazał się jej nie jako dobry piłkarz, tylko zadufany w sobie dupek.
    - Może umówiłabyś się ze mną na kolacyjkę?- zapytał zmieniając temat. - Wprowadził bym cię w niuanse klubowe i zapoznał z towarzystwem. - przysunął się do niej, omiatając jej skroń oddechem. - Kolacja ze śniadaniem?
Odsunęła się do niego.
    - Nie dziękuję. - odmówiła nadając głosowi twardy i zdecydowany ton. - Jeśli będę chciała wdrożyć się w niuanse klubowe to poproszę którąś z dziewczyn.
    - Jaka kociczka!- zaśmiał się ubawiony. - A krążą o tobie plotki, że sypiasz z Luizem i Lampardem.
    - Spieprzaj!- warknęła wymierzając mu siarczysty policzek.
    Szczęsny złapał ją w ramiona chcąc na własne oczy przekonać się o jej charakterku. Jego usta były o milimetry od ust Ingi, gdy nagle ktoś pociągnął go do tyłu, wchodząc między niego a dziewczynę.
Tą osobą był Lampard, którego jasne oczy pałały żądzą mordu.
    - Odpierdol się od niej Ciesny!- prawie zwichnął język na nazwisku Polaka.
    - Sama chciała! Przecież zabawiacie się nią z Luzizem a koledze zza miedzy zabronicie?!
Frank nie namyślając się długo zamachnął się i wymierzył Szczęsnemu gonga w twarz.
    Polak zatoczył się na najbliższą ścianę spływając po niej i kładąc się na podłodze w malowniczej pozie. Lampard podszedł do niego, łapiąc go za poły marynarki z nadludzką siłą. Tak jakby Szczęsny nie był od niego wyższy i cięższy. Wkurwiony Frank mógłby pobić nawet Kliczkę, gdyby zaszła taka konieczność.
    - Jeszcze raz powiesz o Indze coś chamskiego to nakopie ci do dupy.- syknął rozsierdzony.
    - Spierdalaj!- Szczęsny wyrwał się i odepchnął Franka. - Angielski pies rzuca się na Polaka!- ryknął niczym ranny łoś, po czym zaszarżował na Franka waląc go głową w klatkę piersiową. Lampard spadł na podłogę a Szczęsny zaczął go okładać pięściami. Ingę odblokowało. Wskoczyła Szczęsnemu na plecy waląc go kopertówką po głowie. Ten zrzucił ją z siebie niczym wierzchowiec, dżokeja. Inga poleciała do tyłu, uderzając ręką o parkiet. Frank zobaczywszy to dostał nadludzkiej siły i zepchnął z siebie Szczęsnego, tłukąc go na kwaśne jabłko.
    Gdyby nie nadbiegli ochroniarze pewnie obaj laliby się w najlepsze. Zajęli się wyzywającym Szczęsnym a Frank podbiegł do Ingi.
    - Wszystko ok?- pomógł jej wstać.
    - Dzięki, trochę boli mnie ręka!- odpowiedziała poprawiając sukienkę.
    - Policja! Scotland Yard! Biją Polaka! Skandal!- ryczał Szczęsny, którego uprzejmi panowie w czarnych garniakach ciągnęli do tylnego wyjścia. Może i wyprowadziliby Franka, ale wszyscy czterej byli fanami Chelsea i wykorzystali ten fakt.
- Jeszcze wezwij MI15 i królową to może ci pomogą!- zaśmiał się jeden z karków.
- Nacjonalizm! Klasowa segregacja!- dochodziły wycia pijanego Szczęsnego.

    Inga rozmasowała bolące miejsce, patrząc na poobijaną twarz Lamparda. Z kącika jego ust sączyła się krew. Bez zastanowienia sięgnęła po chusteczkę, chcąc zetrzeć szkarłatną strużkę z jego skóry. Dotknęła go delikatnie a wtedy on złapał jej rękę, wyciskając na przegubie pocałunek.
    - Dziękuję. - rzekł cicho.
    - To ja ci powinnam podziękować. Biłeś się w obronie mojej godności. - odpowiedziała mu zarumieniona.
    - Szczęsny jak wypije robi się burakiem a jutro obsmaruje nas w internecie.
    - Będziesz miał problemy przeze mnie. - zrobiło jej się głupio. - Właściwie jakoś bym sobie z nim poradziła. Mam trzech braci!
    - Bijesz się zawodowo. - zaśmiał się cicho.
    - W końcu jestem obrońcą a nie cherlawą panienką.
    - To widać. - rozejrzał się po korytarzu. - Chodź wyjdziemy tylnym wyjściem, zanim zlecą się tutaj inni piłkarze i goście. Odwiozę cię do domu a po drodze zadzwonimy do Luiza. - powiedziawszy to podał jej ramię kierując ich oboje ku drzwiom na tyłach budynku.


__________________________________________________________________________

Rozdział trochę przydługi, ale dostałam napadu weny i jakoś tam mi wyszło. ;) Mam nadzieję, że jednak komuś się spodoba, bo ja tak do końca to nie jestem zadowolona. 
Chciałabym również z tego miejsca wyrazić moją wielką dumę i podziękowania dla Kamila Stocha i Justyny Kowalczyk. Jesteście wielcy! Chapeau bas i wielki pokłon za chart ducha i ogrom pracy wykonanej, żeby zajść tak daleko! :)




Miłego czytania! Pozdrawiam Fiolka :)